Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Zimne wiatry ze Wschodu

Treść

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Dlaczego Rosja wprowadziła embargo na produkty rolne z Polski, a potem z całej Unii Europejskiej?

Politycy PSL, od siedmiu lat rządzący polskim rolnictwem, twierdzą, że to przez wizyty na Majdanie. Tymczasem po prostu Rosja realizuje politykę, którą trafnie przewidział śp. prezydent Lech Kaczyński – dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a potem Polska. Przeciwstawianie się tej polityce jest kwestią polskiej suwerenności. Musimy popierać suwerenność Ukrainy, bo inaczej za chwilę będziemy mieli Rosję u naszych granic.

Embargo na produkty rolne jest częścią rosyjskiej polityki imperialnej. Obecność na Majdanie tego czy innego polityka nie miała w tej sprawie żadnego znaczenia.

Kryzys przed embargiem

Na wstępie należy zauważyć, że problemy polskiego rolnictwa wcale nie zaczęły się od embarga. Jeszce nie było embarga, a już rolnicy mieli wielkie problemy ze zbytem swoich produktów, między innymi owoców miękkich (porzeczek, wiśni), również mięsa, mleka, a także zboża. Na wszystkich rynkach drastycznie spadły ceny skupu. Widać wyraźne i bezkarne zmowy cenowe wielkich firm przetwórczych i sieci handlowych kosztem rolników. W sprawnym państwie takie zmowy nie mogłyby ujść bezkarnie, a w Polsce uchodzą, bo państwo polskie – jak zauważył jeden z jego wysokich funkcjonariuszy – istnieje tylko teoretycznie.

Do tego dochodzi bieda, która znacznie ograniczyła spożycie niektórych produktów spożywczych. Na przykład spożycie wieprzowiny w ciągu 7 lat obecnych rządów obniżyło się o ponad 8 kg na osobę, a stało się tak głównie z powodu biedy. Gdyby nie ta bieda i obniżka spożycia, moglibyśmy zjeść dużą część tego, czego nie możemy wyeksportować przez embargo.

Niemcy nadal handlują

Rosyjskie embargo jest poważne, dotyka ono blisko połowy eksportu towarów rolnych z UE do Rosji. Według danych Komisji Europejskiej, jest to kwota 5,252 mld euro. Komisja Europejska szacuje, że najwięcej może stracić Litwa, a po niej Polska i Niemcy.

Z danych Eurostatu, na które powołuje się KE, wynika, że unijny eksport rolno-spożywczy do Rosji wyniósł w ubiegłym roku 11,372 mld euro, z czego najwięcej przypadło na Niemcy (1,917 mld), Holandię (1,41 mld), Litwę (1,253 mld) i Polskę (1,075 mld).

Choć Niemcy są największym europejskim eksporterem towarów rolnych do Rosji, to jednak ich embargo dotknie niewiele ponad jedną czwartą części, na kwotę 595 mln euro.

Najbardziej dotkliwie ucierpi mała Litwa (zablokowano jej eksport rolny na kwotę aż 927 mln euro), co dla małej Litwy jest prawdziwą tragedią.

Na drugim miejscu jest Polska, w naszym przypadku jest to jednak blisko 80 proc. eksportu rolno-spożywczego do Rosji, 841 mln euro (tyle był wart w 2013 r. polski eksport towarów, które zostały objęte sankcjami). Ta liczba obejmuje już straty wynikające z ogłoszonego wcześniej embarga na wieprzowinę czy polskie owoce i warzywa.

Sporo też stracą Holandia (528 mln euro), Dania (377 mln euro), Hiszpania (338 mln euro), Finlandia (283 mln euro), Belgia (281 mln euro) i Francja (244 mln euro).

Podane wyżej kwoty dotyczą wartości produktów dotychczas eksportowanych do Rosji, które wskutek embargo eksportowane nie będą. Nie jest to wprost suma strat rolników i producentów, bo straty zapewne będą niższe, jeśli część zablokowanego eksportu uda się wyeksportować na inne rynki.

Rzeczywistość jest jednak taka, że Litwa i Polska dostały embargiem w kość, a Niemcy nadal z Rosją handlują.

Jak może pomóc UE

Rolnikom i producentom rolnym, dotkniętym skutkami rosyjskich sankcji, powinna pomóc Unia Europejska.

Środki, z których można pomóc polskim sadownikom, przewidziane są w art. 25 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady dot. finansowania wspólnej polityki rolnej (rozporządzenie UE 1306/2013)

Tak jak sięgnęła po nie w 2011 roku, gdy wybuchł kryzys na rynku warzyw, wywołany zakażeniem ogórków w Niemczech bakteriami E.coli. Wtedy również Polska dostała ponad 46 mln euro na rekompensaty. Niestety, jak pokazał raport Najwyższej Izby Kontroli, było wiele nieprawidłowości w zakresie rozdysponowania tej kwoty, między innymi w województwie świętokrzyskim pominięto kilka tysięcy producentów warzyw gruntowych.

Minister straconego czasu

Kilka dni temu minister rolnictwa Marek Sawicki mimo szumnych zapowiedzi wrócił z Brukseli z niczym. Ewentualne decyzje w sprawie rekompensat dla rolników mogą zapaść dopiero we wrześniu. Sawicki chwalił się jedynie tym, że obudził jednego unijnego komisarza.

Niestety nie ma się czemu dziwić, że Unia śpi, bo była przez polski rząd systematycznie usypiana. Prezes Jarosław Kaczyński jeszcze w kwietniu 2014 roku ostrzegał listownie premiera Tuska, że należy się obawiać rosyjskiego embarga i trzeba dobrze do niego się przygotować. Niestety Tusk nic nie odpowiedział, a odpowiadający w jego imieniu Sawicki kpił sobie w żywe oczy i zapewniał, że żadnego embarga nie będzie.

Jeszcze 2 lipca 2014 roku też publicznie zapewniał, że rosyjskie embargo nam nie zagraża. Przez jego buńczuczne zapewnienia o braku zagrożenia stracony został czas, żeby się do tego dobrze przygotować. Już mogły być gotowe unijne decyzje, można było wcześniej szukać innych rynków zbytu, sami rolnicy też mogli się lepiej przygotować na zagrożenie.

Gdzie jest premier?

Mamy w Polsce gigantyczny kryzys, mamy załamanie się polskiego rolnictwa, mamy potężny kryzys na rynku niemal wszystkich produktów rolnych, mamy nie tylko embargo, ale także śmiertelnie groźny afrykański pomór świń, który lada chwila rozleje się na całą Polskę i wykończy nam resztę hodowli świń – a gdzie jest premier Tusk? Na długich wakacjach?

W takich sprawach powinien działać premier. On już dawno powinien być w Berlinie, gdzie obecnie jest faktyczna stolica Unii Europejskiej (nie Bruksela) i tam zabiegać o zgodę na pomoc dla polskich rolników. Ma podobno takie świetne relacje z Angelą Merkel, to niech by ich użył!

A premiera nie ma, a nawet jakby był, to słowo „rolnictwo” przez gardło mu nie przechodzi.

Premier najbardziej rolniczego kraju Europy w obliczu największego od lat kryzysu rolnego nie ma do powiedzenia absolutnie nic, tylko wysługuje się Sawickim, który nie jest w stanie załatwić czegokolwiek.

Niezależnie od zaniedbań rządu – należy mieć nadzieję, że unijna pomoc jednak będzie. Zabiegamy o nią wszelkimi, także pozarządowymi kanałami. 31 lipca br., wraz z europosłem Kuźmiukiem, zwróciliśmy się w tej sprawie do Komisji Europejskiej z zapytaniem i apelem.

Zawiesić spłatę kredytów

Niezależnie od starań o unijną pomoc konieczna jest też pomoc krajowa dla rolników dotkniętych skutkami embarga. Tu największym zagrożeniem są kredyty, których rolnicy, nagle pozbawieni dochodów, nie będą w stanie spłacać. W tej sprawie PiS wniosło projekt ustawy, żeby spłatę kredytów zaciągniętych na produkcję rolną zawiesić na rok.

Działoby się tak na wniosek rolnika i w odniesieniu do gospodarstw dotkniętych skutkami embarga, zaś prawo do zawieszenia stwierdzałby wójt, w drodze decyzji administracyjnej. Rolnikowi nie groziłaby dzięki temu egzekucja i licytacja gospodarstwa. Odsetki by co prawda rosły, ale ich przyrost w ciągu okresu zawieszenia zostałby następnie zaliczony w poczet strat rolnika i objęty rekompensatą ze środków unijnych, jeśli będą, a jeśli nie, to z budżetu krajowego.

Ta pomoc powinna odsunąć od rolników najgorsze widmo, widmo komornika licytującego ich gospodarstwa.

Ta doraźna pomoc powinna pomóc rolnikom przetrwać kryzys wywołany embargiem. Rosja zastosowała sankcje polityczne i musi być na to polityczna odpowiedź, w duchu europejskiej i polskiej solidarności. Wszyscy, nie tylko rolnicy, musimy sprawiedliwie ponieść koszty kryzysu wywołanego tym embargiem.

A na dłuższą metę trzeba się przygotować na zmianę kierunków handlu. Na rosyjski rynek nie ma co liczyć, bo od Wschodu zbyt zimne niestety wiatry wieją…

Janusz Wojciechowski
Nasz Dziennik, 19 sierpnia 2014

Autor: mj