Przejdź do treści
Przejdź do stopki

W orbicie świętych obcowania

Treść

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Nie jesteśmy zagubieni we wszechświecie, samotność to fikcja, gdyż obcują z nami i nieustannie wspierają nas pokolenia tych, którzy nas poprzedzili. Uroczystość Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny to w kalendarzu Kościoła katolickiego czas zarezerwowany na celebrację szczególnej więzi łączącej ludzi żyjących na ziemi z tymi wszystkimi, którzy przekroczyli już barierę śmierci w drodze na spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem. Jakby wbrew listopadowej aurze i przytłaczającej atmosferze nawiedzanych nekropolii to czas pełen radości i chrześcijańskiego optymizmu płynącego z wiary w zbawienie i świętych obcowanie.

Obcowanie świętych jest jednym z dogmatów wiary. „Wierzę w święty Kościół powszechny, świętych obcowanie…” – to deklaracja składana przez katolików podczas odmawiania Składu Apostolskiego. Współczesny Katechizm Kościoła Katolickiego nieco archaicznie brzmiące „obcowanie świętych” nazywa „komunią świętych” i tak właśnie określa Kościół. Podkreśla przy tym, że Kościół jest Ciałem Chrystusa, a wszyscy wierni chrześcijanie tworzą jedno ciało, którego Głową jest Chrystus. Katechizm rozróżnia w tym kontekście „komunię w rzeczach świętych” (sancta), na którą składają się takie wspólne dobra, jak: wiara, sakramenty, charyzmaty, wspólnota dóbr materialnych czy komunia miłości, oraz „komunię między świętymi” (sancti), czyli między wszystkimi członkami Kościoła. Są oni w Katechizmie nazywani „świętymi” i wszystko to, co Kościół posiada, jest wspólne dla tych wszystkich, którzy do niego należą.

– Świętych obcowanie zawiera w sobie element powrotu do doświadczenia pierwszych wspólnot chrześcijan, którzy zanim jeszcze zaczęli mówić, że są chrześcijanami, posiadali świadomość swojej świętości – zwraca uwagę teolog prof. Marek Marczewski. – Chrześcijanie ci uważali się za wspólnotę świętych, a więc osób w jakiś sposób wyodrębnionych z otaczającego ich świata, odpowiadających na wezwanie Boga Ojca, który domaga się od ludzi świętości, bo sam jest święty.

Zdaniem prof. Marczewskiego, Sobór Watykański II powrócił do tego pojęcia świętości. Mówił o wspólnym, powszechnym wezwaniu do świętości, do którego wzywa Bóg Ojciec.

Braterska troska

W teologii funkcjonuje rozróżnienie na Kościół walczący, czyli ten na ziemi, Kościół triumfujący, który stanowią wszyscy już zbawieni, i Kościół cierpiący, a więc dusze czyśćcowe. Obcowanie świętych dotyczy wzajemnych relacji między osobami należącymi do tych trzech stanów.

„Łączność pielgrzymów z braćmi, którzy zasnęli w pokoju Chrystusowym, bynajmniej nie ustaje; przeciwnie, według nieustannej wiary Kościoła umacnia się jeszcze dzięki wzajemnemu udzielaniu sobie dóbr duchowych” – wskazuje Katechizm, powołując się na soborową konstytucję o Kościele „Lumen gentium”, która nieco dalej stwierdza: „Ponieważ mieszkańcy nieba, będąc głębiej zjednoczeni z Chrystusem, jeszcze mocniej utwierdzają cały Kościół w świętości […] nieustannie wstawiają się za nas u Ojca, ofiarując Mu zasługi, które przez jedynego Pośrednika między Bogiem i ludźmi, Jezusa Chrystusa, zdobyli na ziemi […] Ich przeto troska braterska wspomaga wydatnie słabość naszą”.

Świadczy o tym postawa wielu świętych, którzy wręcz twierdzili, że przebywając z Bogiem w Niebie, bardziej pomogą ludziom na ziemi, niż gdyby pozostali przy życiu.

„Nie płaczcie, będziecie mieli ze mnie większy pożytek i będę wam skuteczniej pomagał niż za życia” – mówił umierający św. Dominik swoim braciom.

Podobnie zapewniała św. Teresa od Dzieciątka Jezus: „Przejdę do mojego nieba, by czynić dobrze na ziemi”.

Głębokie przekonanie o możliwości niesienia duchowej pomocy żyjącym ludziom po swojej śmierci towarzyszyło wielu męczennikom z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wyraziła je w swojej ostatniej drodze św. Potamiena z Aleksandrii (rok 202), gdy prowadzący ją na śmierć żołnierz Bazylides bronił jej przed napaścią tłumu. „Przyjęła przychylnie dowody jego życzliwości i zwróciła się do niego z wezwaniem, by umocnił swego ducha. Będzie się bowiem po śmierci za niego modliła do swego Pana i wkrótce mu się odwdzięczy za to, co dla niej uczynił” – opisał zdarzenie Euzebiusz z Cezarei w „Historii Kościelnej”. O skuteczności tego wstawiennictwa mogą świadczyć dalsze losy żołnierza, który wkrótce sam został chrześcijaninem i męczennikiem.

Sługa Boży o. Marian Morawski SJ, filozof i teolog, zamordowany przez Niemców w KL Auschwitz, podkreślał, że chrześcijanie z epoki męczeństw i katakumb nie mieli żadnej wątpliwości co do realności obcowania świętych. Wyrażało się to w potrzebie modlitwy za zmarłych, co zostało utrwalone na licznych epitafiach z tamtego okresu, a także w przekonaniu o skuteczności wstawiennictwa świętych męczenników w ich ziemskie sprawy.

Potwierdza to kazus św. Juliusza, któremu w drodze na stracenie żołnierz Hozychiusz, skrycie wyznający Chrystusa, przypominał: „Proszę cię, Juliuszu, spełń radośnie, coś przyrzekł: bierz koronę, którą Pan obiecał dać tym, co Go wyznają; a pamiętaj o mnie; bo i ja za tobą idę. Pozdrów też serdecznie Pasikrata i Palencyona, sługi Boże, którzy dobrym wyznaniem wyprzedzili nas u Pana”. Juliusz uścisnął go i odpowiedział: „Bracie, śpiesz się przyjść. Ci, których mi pozdrowić każesz, już usłyszeli twoje zlecenia”.

„Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że święci w niebie są w komunii z nami, że słyszą nasze modlitwy i wstawiają się za nami” – pisał o. Morawski.

Wzajemne zobowiązanie

Tajemnica świętych obcowania ma też bardzo praktyczny wymiar otwierania się na innych ludzi.

– Zdając sobie sprawę z własnej grzeszności, z osobistej drogi do świętości, która nie jest łatwa, otwieramy się na drugich, którym także jest trudno – zaznacza teolog. – Musimy jako wspólnota świętych otwierać się na ludzi zmarginalizowanych, naszych braci grzesznych, wyrzuconych poza nawias społeczeństwa, gdyż przez bezwzględne odrzucanie tych ludzi przekreślamy wspólnotę świętych, do której jesteśmy wezwani. Bo oni też są wezwani, także przez mękę Chrystusa zostali zbawieni, są naszymi braćmi, mają także ludzką naturę.

Teolog wskazuje, że wierząc w świętych obcowanie nas, tu, na ziemi, i tych, co są już u Pana Boga, przyjmujemy, że relacje między tymi światami są wzajemne. My pamiętamy o zmarłych, zwracamy się do tych, którzy odeszli, a jednocześnie oczekujemy od nich pomocy.

– Istnieje w Kościele świadomość, że świętych obcowanie jest zobowiązujące dla obu stron – podkreśla prof. Marczewski. Z wiarą w obcowanie świętych związany jest w Kościele kult świętych. Jest pewnym nieporozumieniem i niezrozumieniem nauczania Kościoła dzisiejsza moda na nadawanie dzieciom różnych, często nie najmądrzejszych, zasłyszanych w telewizji lub wymyślanych imion, gdy tymczasem w kalendarzu chrześcijańskim podany jest cały zestaw świętych patronów. – Jeśli rodzice już muszą dawać dzieciom różne dziwne imiona, to niech dają je jako drugie imię – wskazuje prof. Marczewski. – Księża powinni wytłumaczyć rodzicom, co znaczy nadanie dziecku imienia chrzcielnego, że ono wraz z chrztem wprowadza to dziecko we wspólnotę świętych, niejako oddaje je pod opiekę świętego patrona. To jest w pewnym sensie zobowiązanie i można później liczyć na jego opiekę.

Świętych obcowanie wyraża łączność wszystkich chrześcijan i prawdę o istnieniu jednego, wspierającego się i dzielącego dobrami Kościoła. Uczy, że nigdy nie jesteśmy i nie pozostaniemy sami. Pozwala mieć nadzieję, że wśród żywych i umarłych znajdzie się ktoś, kto wesprze nas swoją modlitwą, tak jak my wspieramy innych. To daje ogromny zastrzyk chrześcijańskiego optymizmu.

„Miłość ofiarowująca się za drugich należy do samej istoty chrześcijaństwa” – stwierdza w książce „Eschatologia – śmierć i życie wieczne” ks. prof. Józef Ratzinger, późniejszy Papież Benedykt XVI. „Nauka o czyśćcu mówi, że śmierć nie stanowi granicy dla tej miłości. Możliwość pomagania drugim, obdarzania drugich nie gaśnie dla chrześcijanina z chwilą śmierci, obejmuje całą ’Communio sanctorum’ po tej i po tamtej stronie”.

Patron zmartwychwstałej Polski

O tym, że śmierć nie stanowi przeszkody w działaniach zmarłych świętych na rzecz żyjących bliźnich, świadczy ogromna liczba odnotowanych w historii Kościoła cudownych znaków, wydarzeń czy wstawiennictw dokonywanych za ich przyczyną. Jedną z najbardziej spektakularnych „pozagrobowych” ingerencji są dzieje kultu św. Andrzeja Boboli, jezuity, męczennika, który z uporem domagał się od żyjących podjęcia z nim współpracy i najpierw przepowiedział, a potem mimo wielu przeciwności niejako wywalczył sobie tytuł patrona Polski.

Ten starannie wykształcony kaznodzieja, spowiednik, opiekun biedaków i misjonarz ludowy, docierający do odległych kresowych wiosek, szerząc wiarę, dzięki któremu wielu prawosławnych przeszło na katolicyzm, został w wyjątkowo bestialski sposób zamordowany przez kozaków w połowie XVII wieku. Godzinami torturowany nie wyparł się wiary i Kościoła i jeszcze próbował nawrócić oprawców. Cechujący go za życia upór i stanowczość można odnaleźć w jego pośmiertnych dziejach.

Po śmierci męczennik niejako sam zainicjował swój kult, gdy po 45 latach zapomnienia ukazał się rektorowi jezuickiego kolegium w Pińsku i polecił odszukanie swojego ciała, obiecując otoczenie zagrożonego kolegium opieką. Ciało znaleziono bez oznak rozkładu, co poczytano za cud. Wieść o tym bardzo szybko rozniosła się po okolicy i zapoczątkowała żywy i szybko rozprzestrzeniający się kult. Rozpoczęły się pielgrzymki, mnożyły łaski i cudowne uzdrowienia. Opiece Andrzeja Boboli przypisano ominięcie Pińszczyzny przez zarazę, która pustoszyła w tych latach Litwę. Rozwijającemu się kultowi męczennika, który w 1853 r. został zaliczony w poczet błogosławionych, usiłowały zapobiec najpierw władze rosyjskie, a po rewolucji bolszewicy. W Watykanie 7 kwietnia 1938 r., podczas wielkich uroczystości, Andrzej Bobola został kanonizowany, a niedługo potem w triumfalnym przejeździe przez szereg europejskich stolic jego relikwie wróciły do Polski.

Wkrótce rozpoczęła się II wojna światowa i znów ciało męczennika w iście cudowny sposób ocalało w czasie bombardowania stolicy, choć pociski trafiły w kaplicę, w której było złożone. Cierpliwy święty przetrzymał też sowiecką okupację, by w 2002 roku, tak jak przepowiedział przed prawie dwustu laty, doczekać się ogłoszenia patronem Polski.

Adam Kruczek
Nasz Dziennik, 2 listopada 2014

Autor: mj