Szpiedzy w celi
Treść
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik
Sądy zdecydowały o areszcie dla duetu podejrzanych o szpiegostwo na rzecz rosyjskiego wywiadu. Zatrzymany oficer pracował w Departamencie Wychowania i Promocji Obronności MON.
Posiedzenia odbywały się o tej samej porze w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Woli oraz w Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie. W związku z niejawnym charakterem sprawy dziennikarze nie mieli wstępu do gmachu sądu wojskowego, a śledczy nie podawali żadnych informacji dotyczących zatrzymanego oficera.
Nieco więcej o zatrzymanym cywilu powiedział prok. Zbigniew Jaskólski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Zatrzymany Stanisław Sz. to prawnik z podwójnym obywatelstwem. Prokurator nie ujawnił jednak, jakimi paszportami dysponował Sz. – Tego typu przestępstwo jest delikatnej materii. Powiedzenie chociażby słowa więcej może utrudnić prowadzone postępowanie przygotowawcze – tłumaczył dziennikarzom prokurator.
Oszczędna polityka informacyjna śledczych na temat działań szpiegów rodziła kolejne nieoficjalne doniesienia na ich temat. Z informacji uzyskanych przez „Nasz Dziennik” wynika, że oficer szpiegujący w MON dla obcego wywiadu pracował w Departamencie Wychowania i Promocji Obronności. Miał współpracować z GRU, czyli rosyjskim wywiadem wojskowym, nawet pięć lat, ale od dłuższego czasu był pod kontrolą polskich służb.
Oficjalnie jego sprawa nie jest łączona z zatrzymanym pod zarzutem szpiegostwa prawnikiem.
Wczoraj Andrzej Seremet, prokurator generalny, ujawnił, iż sprawy obu szpiegów łączą się, ale związek ten nie polega na tym, że ze sobą współdziałali. Jednak nieoficjalne pojawiają się doniesienia, iż mężczyźni współpracowali, i to właśnie prawnik pośredniczył w przekazywaniu danych z MON. Stanisław Sz. miał też mieć kontakty w Sejmie, gdzie interesował się tematyką związaną z energetyką. Mężczyźni mieli za szpiegostwo otrzymywać wynagrodzenie. Do zatrzymań miało dojść, gdy oceniono, że szpieg w resorcie obrony może się wymknąć spod kontroli.
Jednak to, w jakich okolicznościach faktycznie zatrzymano szpiegów, prokuratorzy mają ujawnić „za kilka dni”. Jak podkreślił Andrzej Seremet, „na pewno to nie jest koniec sprawy szpiegostwa”, ale dodał też, że prokuratura nie może mówić o dalszych decyzjach i czynnościach. Seremet uspokajał również, iż zatrzymanie szpiegów nie świadczy o skali aktywności obcego wywiadu w Polsce. – Nie sądzę, żebyśmy mogli postawić tezę, że jesteśmy jakimś krajem wyjątkowo penetrowanym przez służby. Z całą pewnością aktywność naszych służb kontrwywiadowczych jest większa, to naturalna konsekwencja tego, co dzieje się w pobliżu naszych granic, ale nie ma powodów do histerii – ocenił prokurator generalny
Tylko dwóch szpiegów?
– Nie jest niczym nadzwyczajnym, że znaleziono szpiega, bo jest stanem normalnym, iż wywiady starają się mieć w różnych krajach swoją agenturę i nie ulega wątpliwości, że Rosja taką agenturę w Polsce ma. Dobrze, że te osoby w jakiś sposób zneutralizowano – ocenia prof. Romuald Szeremietiew, były minister obrony narodowej. Jego zdaniem, jeśli w tej kwestii coś może dziwić, to fakt, że tych agentów tak mało „wpada”.
Jak zaznacza rozmówca „Naszego Dziennika”, by stwierdzić, na ile groźna była praca zatrzymanych osób, należałoby dysponować wiedzą, do jakich tajemnic ci ludzie mieli dostęp. Z nieoficjalnych informacji wynika, że oficer pracujący w jednym z departamentów MON zajmował się modernizacją armii w sferze związanej z informatyką oraz posiadał dostęp do materiałów tajnych. – Nie jest to poziom najwyższy, jeśli chodzi o dostęp do tajemnicy. To poziom pozwalający na pracę w strukturach militarnych, ale nie jest to najwyższe zaklasyfikowanie. Niemniej jednak już na tym poziomie można uzyskać ciekawe z punktu widzenia innego państwa wiadomości – dodał prof. Szeremietiew.
Szpieg miał działać przez kilka lat. Nie wiadomo jednak, jak w tym okresie współpracował oraz czy i na ile był dezinformowany przez polskie służby.
– Oczywiście możliwości działań służb w zakresie dezinformacji są ogromne. Wywiady toczą tego typu gry. Jednak nasz poziom wiedzy na temat tej sprawy pozwala jedynie na spekulacje, które niestety są słabą formą wyjaśniania rzeczywistości – mówił.
Zdaniem Szeremietiewa, trudno dziwić się postawie Tomasza Siemoniaka, szefa MON, który wysoko ocenił pracę kontrwywiadu, bo służba ta doprowadziła do zatrzymania szpiega umieszczonego w strukturze mu podległej, ale niepokoić może fakt, że są to tylko dwie osoby. Jak wyjaśnił, w obecnej sytuacji geopolitycznej należy się spodziewać, że Rosja – zważywszy na pozycję Polski, jako kraju NATO graniczącego z Rosją i Białorusią, zaangażowanego w sprawy Ukrainy – uruchomiła swoją agenturę na terenie Polski, również tę, która dotąd mogła być uśpiona. – Trzeba też pamiętać, że najbardziej szkodliwym agentem obcego wywiadu nie jest ten, kto zdobywa tajne informacje, ale tzw. agent wpływu, którego działania przekładają się na postawy ośrodków władzy czy opinii publicznej. Zatem zasadnicze pytanie dotyczy tego, jak sobie radzimy z taką agenturą – podkreśla Szeremietiew.
Z kolei gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w rozmowie z RMF FM ocenił, że zatrzymanie szpiega oznacza, iż uzyskano już od niego wszystkie informacje.
– Nasze służby doszły do wniosku, że obserwowanie już więcej nic nie przyniesie i zdecydowały się na zatrzymanie – wskazał. Jak zapewnił, szpieg w MON nie miał dostępu do ściśle tajnych informacji i – jak porównał – był dużo słabiej ulokowany niż płk Ryszard Kukliński. – Pułkownik Kukliński był np. ulokowany ekstra z punktu widzenia innych służb. Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce – mówił. Koziej stwierdził również, że to wstyd, że człowiek w polskim mundurze zdecydował się na pracę dla obcego wywiadu. – Wstyd. Bardzo wstyd, kiedy człowiek w mundurze takich rzeczy się ima. Nawet trochę więcej niż wstyd – zaznaczył. Szef BBN przyznał, iż taki człowiek w szeregach armii jest minusem dla wojska, ale fakt, iż to służby wojskowe same go wykryły, działa in plus. – Armia go sama złapała, złowiła, to tutaj się to wszystko równoważy, myślę. Ten minus armii, jakim jest człowiek w mundurze, który zdradził i jednak plus armii, która go potrafiła zidentyfikować, złapać – dodał.
Rosyjski problem
Wczoraj o aferę szpiegowską pytany był Jarosław Kaczyński, prezes PiS. Jak zaznaczył, nie posiada on żadnych informacji, które łączyłyby zatrzymanych szpiegów z działalnością honorowego konsula Rosji w Polsce Andrzeja Bendiga-Wielowiejskiego, którego firma, według mediów, ma kontrolować sieci informatyczne państwowych placówek. Sam konsul zaprzeczał tym doniesieniom. Prezes PiS przyznał jednak, że takie informacje wymagają szczegółowych wyjaśnień rządu, a jego klub w przyszłości nie wyklucza podjęcia kroków zmierzających do powołania komisji sejmowej. Chodzi bowiem o przestrzeganie elementarnych zasad bezpieczeństwa i dopuszczanie mechanizmów mogących prowadzić do ingerencji obcego państwa w polskie sprawy. – Ludzie związani z agresywnym państwem, jakim jest Rosja, nie mogą w Polsce wypełniać żadnych funkcji, które są związane z naszymi sprawami wewnętrznymi, zarówno jeśli chodzi o kwestie obrony, jak i procedur demokratycznych, takiego rodzaju sprawami, które muszą być w polskich rękach – zaznaczył prezes PiS. Jak zauważył, na tego rodzaju kwestie jego partia zwracała uwagę wiele razy, ale reakcji nie było. Rządzący utrzymywali za to, że Polska jest bezpieczna, a nasze bezpieczeństwo powinno być oparte o współpracę z Rosją. Dopiero rosyjskie działania na Ukrainie zmieniły ten ton. Wczoraj Jacek Cichocki, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i koordynator ds. służb specjalnych, oświadczył, że „Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego po 2009 r. odmówiła firmie Unizeto Technologies wydania kolejnych świadectw bezpieczeństwa przemysłowego i cofnęła poświadczenia pozwalające na dostęp do informacji niejawnych”.
Wczoraj informację o działaniach SKW i ABW w Sejmie na forum Komisji ds. Służb Specjalnych omówili szefowie obu służb. Żaden z uczestników spotkania nie ujawnił szerszych informacji na temat działalności szpiegów. Poseł Paweł Olszewski (PO) skomentował tylko, że potwierdziła ona pełen profesjonalizm służb.
Marcin AustynNasz Dziennik, 18 października 2014
Autor: mj