Szkielet w katowni
Treść
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik
Kompletny szkielet ludzki z przestrzeloną czaszką odnaleziono wczoraj w piwnicy budynku administracyjnego dawnego więzienia UB w Białymstoku.
Prace prowadzone są w pomieszczeniu, w którym od 1946 do 1956 r. UB wykonywał wyroki śmierci na Żołnierzach Niezłomnych. Wczoraj eksplorowano drugą odkrytą jamę i właśnie w niej znaleziono ludzkie szczątki. – Na głębokości około 70 cm natrafiono na szkielet w układzie anatomicznym, twarzą do ziemi. Układ tego szkieletu wskazuje na to, iż zwłoki zostały wrzucone do dołu śmierci – powiedział nam Tomasz Danilecki, rzecznik prasowy białostockiego IPN. – Ta osoba ubrana jest w sweter i buty. W jamie grobowej znaleziono 2 łuski i pocisk z sowieckiego pistoletu TT. Pocisk znaleziono w okolicy bioder. Czaszka jest przestrzelona z broni małego kalibru. Widać ślad po kuli w potylicy. Szczątki są usytuowane między rurą kanalizacyjną a ścianą pomieszczenia. Szczątki były przykryte cegłami – dodaje Danilecki. Jeszcze wczoraj zamierzono podjęcie tych szczątków z jamy. We wczorajszych pracach przy wynoszeniu gruzu i ziemi pomagali osadzeni w areszcie więźniowie, których do tych prac skierował dyrektor Aresztu Śledczego w Białymstoku.
Prace wewnątrz obecnego aresztu śledczego prowadzone są w ramach wszczętego w 2006 r. śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, dotyczącego zbrodni popełnianych przez funkcjonariuszy Powiatowego i Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Białymstoku w latach 1944-1954. Pierwsze wstępne prace w tym śledztwie były prowadzone w marcu 2006 roku. Wówczas w piwnicy budynku administracyjnego oraz na podwórzu aresztu w poszukiwaniu miejsc pochówku żołnierzy IPN przeprowadził badania georadarem. Już wówczas urządzenie wskazało zruszenie struktury ziemi w kilku miejscach. Podczas przeprowadzonych w 2013 r. prac przy bramie aresztu odnaleziono pojedyncze ludzkie kości. Podczas kolejnego etapu prac, w maju br., w piwnicach budynku administracyjnego odnaleziono dobrze zachowane szkielety dwóch młodych mężczyzn. Pierwszy z nich ze śladami postrzału w głowę.
W latach 1946-1956 na terenie więzienia przy ulicy Kopernika funkcjonariusze UB dokonywali egzekucji osadzonych tam więźniów, głównie członków podziemia niepodległościowego i osób podejrzewanych o sprzyjanie podziemiu. Ich ciał nie wydawano rodzinom, ale chowano na terenie więzienia oraz w innych miejscach. Według historyków z białostockiego oddziału IPN, w białostockim więzieniu wykonano ponad 200 wyroków śmierci. Jednak liczba osób, które zginęły w obławach UB czy MO, a których ciała także zwożono do więzienia w Białymstoku i tam decydowano, gdzie je potajemnie pochować, może być dużo wyższa (nawet około 400). IPN ocenia, że na terenie dawnego białostockiego więzienia UB znajduje się przynajmniej kilka miejsc pochówku ofiar ubeckich zbrodni. Były to przede wszystkim osoby zamordowane na mocy wyroków sądowych, zamęczone w czasie śledztwa lub poległe w czasie obław na oddziały podziemia niepodległościowego.
Przez białostockie więzienie UB przeszło bardzo wielu żołnierzy podziemia. „Nasz Dziennik” dotarł do jednego z nich. – W więzieniu UB przy obecnej ul. Kopernika siedziałem ponad rok. Było to w latach 1948-1949. Warunki były bardzo ciężkie. Siedziałem w pojedynczej celi. Wyprowadzali mnie tylko na przesłuchania, które polegały na biciu mnie przez ubeków bez miłosierdzia. Przez rok nie wyprowadzano mnie na zewnątrz, na podwórze. To było straszne. Ale ja to przeżyłem, a wielu moich kolegów zostało tam na zawsze – mówi Antoni Iwaszczuk „Zając”, który w różnych komunistycznych kazamatach odsiedział 15-letni wyrok za działalność w podziemiu niepodległościowym.
Adam Białous, BiałystokNasz Dziennik, 20 listopada 2014
Autor: mj