Struzik do wymiany
Treść
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik
Z Marianem Piłką (Prawica Rzeczypospolitej), kandydatem do Sejmiku Województwa Mazowieckiego na liście PiS, rozmawia Maciej Walaszczyk
Mazowsze jest bardzo zadłużone, wpływy podatkowe nie rosną, jak zakładano. Nowa większość w sejmiku, jeśli się pojawi, będzie miała problem ze spadkiem po marszałku Struziku?
– Rządy koalicji PO – PSL doprowadziły właściwie do bankructwa samorządu wojewódzkiego. Mazowsze jest zadłużone na ponad 80 proc., a to znacznie powyżej dopuszczalnego progu, który wynosi 60 proc. rocznych dochodów.
Ale na razie nikt nic z tym nie robi.
– Już dawno wojewoda powinien powołać komisarza zarządzającego Mazowszem. Nie uczynił tego, aby nie przypominać społeczeństwu o bankructwie polityki obecnie rządzącej koalicji. Tak wielkie zadłużenie to efekt nietrafionych inwestycji. Przypomnijmy choćby port lotniczy w Modlinie, fatalnie zbudowany i nieczynny przez wiele miesięcy z powodu konieczności remontu nowo wybudowanego przecież lotniska. To zadłużenie bardzo utrudni działalność samorządu wybranego w tegorocznych wyborach, ale już sama ta niegospodarność w zarządzaniu największym województwem powinna skłaniać wyborców do odsunięcia jej sprawców od władzy. Ale samorząd wojewódzki to także niesprawiedliwy podział funduszy unijnych, z których gros idzie na Warszawę, a tereny pozawarszawskie, jak na przykład okręg siedlecko-ostrołęcki, są dyskryminowane.
Jak to wygląda w praktyce?
– Na ten teren przeznaczone jest tylko 11 funduszy europejskich na inwestycje, choć to tereny pozawarszawskie Mazowsza wymagają przede wszystkim inwestycji. Bo Mazowsze pozawarszawskie, choć jest na tym samym poziomie rozwoju, co województwa Polski Wschodniej, nie korzysta ze względu na wyższe dochody Warszawy ze specjalnego programu przeznaczonego dla najuboższych regionów w kraju. Polityka rządzącej Mazowszem koalicji taką, a nie inną dystrybucją funduszy unijnych pogłębia tę dyskryminację, szczególnie okręgu siedlecko-ostrołęckiego i radomskiego. Fundusze unijne na inwestycje wymagają bardziej sprawiedliwego podziału.
Politycy Prawicy Rzeczypospolitej startują z list PiS, tak jak m.in. Pan, z czwartych miejsc. Walczycie tylko o sejmiki czy również o obecność na innych szczeblach samorządu?
– Prawica Rzeczypospolitej startuje do wyborów samorządowych z list PiS. To efekt podpisanego ponad 2,5 roku temu porozumienia pomiędzy naszymi partiami. Jego zasadniczym celem jest współpraca nie tylko wyborcza, ale i polityczna, mająca na celu odsunięcie Platformy Obywatelskiej od władzy. Do samorządu wojewódzkiego i do miast wojewódzkich najczęściej startujemy z czwartych miejsc, jak to przewiduje porozumienie. Natomiast w niektórych okręgach nasi kandydaci startują z niższych miejsc. Dlatego warto ich szukać na liście. Natomiast do samorządu powiatowego i do gmin nasi kandydaci startują z bardzo różnych pozycji, w zależności od lokalnego porozumienia.
Kładziecie szczególny akcent na problemy rodziny i edukację. Co chcecie zrobić?
– Samorząd to ważny składnik władzy państwowej. 100 proc. szkół, 99 proc. szpitali, ale także liczne instytucje kulturalne, sportowe oraz inwestycje są w gestii samorządów. Samorząd musi odpowiadać nie tylko na lokalne wyzwania, ale także na wyzwania narodowe. Dziś nie ma ważniejszego wyzwania narodowego niż kryzys rodziny. Bowiem od początku lat 90. pokolenie dzieci nie odtwarza pokolenia rodziców. Jeżeli taka sytuacja trwałaby przez trzy pokolenia, to nasz Naród może stanąć na progu biologicznego unicestwienia. Oprócz drastycznego spadku urodzeń mamy do czynienia z masową emigracją ludzi młodych. Skutkiem tego kryzysu będzie załamanie systemu emerytalnego prawdopodobnie już za kilkanaście lat, a dalszą konsekwencją kryzysu demograficznego będzie kryzys ekonomiczny. Po prostu na nasze emerytury nie będzie komu pracować. To na poziomie parlamentarnym i rządowym potrzebne są przede wszystkim działania likwidujące materialną barierę, jeżeli chodzi o posiadanie dzieci. Ale także na różnych szczeblach samorządu są możliwe i potrzebne działania wspierające rodzinę. Na przykład wprowadzanie ulg komunikacyjnych czy ulg uprawniających do korzystania z instytucji sportowych czy kulturalnych przez rodziny wielodzietne może pomóc tym rodzinom. Pamiętajmy, że najuboższą grupą społeczną w Polsce są przede wszystkim młode rodziny. Bez poprawy ich sytuacji materialnej trudno liczyć na wzrost urodzeń. A każda ulga pomaga rodzinie wychowywać dzieci.
Prawica Rzeczypospolitej przywiązuje szczególną wagę do edukacji, tymczasem mamy do czynienia z atakiem na prawa wychowawcze rodziny.
– Dziś rodzina stała się obiektem walki z cywilizacją chrześcijańską w naszym kraju. Polityka rządzącej koalicji prowadzi do stopniowego ubezwłasnowolnienia rodziców. Już tzw. ustawa o „przemocy w rodzinie” umożliwiła odbieranie dzieci rodzicom z powodu biedy. Teraz mamy do czynienia z atakiem ideologii gender i środowisk homoseksualnych na edukację. To zagraża młodemu pokoleniu, które należy bronić przed demoralizacją. Ponieważ szkoły podlegają samorządowi, to na poziomie samorządowym można bronić dzieci i młodzież przed rządową polityką wcielania w życie tzw. standardów WHO przewidujących seksualizację młodego pokolenia czy propagowanie tzw. równościowych szkół czy przedszkoli. Chcemy nie tylko wychowania zgodnie z przekonaniami rodziców, ale chcemy też wychowania patriotycznego. W gestii samorządów są także szpitale. Chcemy szpitali bez zabijania dzieci nienarodzonych. Jedyny w Polsce samorząd wojewódzki rządzony przez koalicję PiS – PR na Podkarpaciu umożliwił finasowanie naprotechnologii leczącej bezpłodność. Także ten sam samorząd z naszej inicjatywy tworzy muzeum Polaków ratujących Żydów w czasie wojny. To przyczyni się do upowszechnienia prawdy o postawie naszego Narodu w tych dramatycznych momentach i umożliwi przeciwstawienie się kłamliwej antypolskiej propagandzie. Ma to wymiar nie tylko lokalny, ale i narodowy oraz międzynarodowy.
Akcent na walkę o prawa dla rodziny kładł Pan kilkanaście lat temu. Wtedy Polska była wolna od gender, promocji homoseksualizmu, demograficznego dołka.
– W latach 90. to działacze obecni w Prawicy Rzeczypospolitej jako pierwsi wskazali na znaczenie rodziny dla przyszłości naszego Narodu i pierwsi zwrócili uwagę na kryzys demograficzny jako największe zagrożenie przyszłości naszego Narodu. Dlatego już wtedy podejmowaliśmy pierwsze działania mające wesprzeć rodzinę, jak choćby wydłużenie urlopów macierzyńskich czy ochronę przed uzależnieniem narkotykowym młodzieży. Zwłaszcza te projekty, które zmierzały do materialnego wsparcia rodziny ze względu na posiadanie dzieci, były wówczas blokowane przez wicepremiera Balcerowicza. W 2007 roku to z inicjatywy Prawicy Rzeczypospolitej została uchwalona duża ulga podatkowa na dzieci. To ważne działania, ale niedostateczne, aby skutecznie przeciwstawić się polityce faktycznie antyrodzinnej w naszym kraju.
Na konieczność przełamania kryzysu demograficznego wskazują nawet liberalne media. Problemem są warunki socjalne czy jednak niechęć do posiadania dzieci, kulturowa blokada, strach wśród młodych ludzi?
– Rzeczywiście, dziś o załamaniu demograficznym mówią prawie wszyscy, ale niektórzy – jak premier Ewa Kopacz – mówią o legalizacji związków homoseksualnych czy są za ratyfikacją konwencji o tzw. przemocy wobec kobiet, która uważa tradycyjną rodzinę za instytucję opresyjną. Mówienie o problemach rodziny jest działaniem pozorowanym, za którym nie kryje się żaden poważny plan wsparcia rodziny. Dziś w Polsce główną barierą dzietności jest bariera ekonomiczna. Żeby rodziny miały więcej dzieci, trzeba tę barierę zlikwidować w postaci materialnego wsparcia rodzin ze względu na posiadanie dzieci. Można to robić w wieloraki sposób, jak np. poprzez likwidację podatku od dzieci. Bo podatek VAT jest w rzeczywistości także podatkiem od dzieci. Rodziny powinny otrzymywać jego zwrot. Jednocześnie lewicowe media lansują wzorce sprzeczne z tradycyjnym modelem rodziny. Stąd tak dużo jest w mediach propagandy homoseksualnej czy feministycznej. Mam nadzieję, że zdrowy instynkt Polaków potrafi przeciwstawić się tej propagandzie.
Dlaczego lewicowe ideologie uderzają w rodzinę, w polskie społeczeństwo? Za tym stoi jakiś plan demoralizacji Narodu i nacisków zewnętrznych, to wynik bierności katolickiej większości, kunktatorstwo liberalnych elit?
– Lewicowe ideologie typu gender, feminizm czy homoseksualizm są realizacją neobolszewickiego planu zniszczenia rodziny jako miejsca, w którym kształtuje się osobowość młodego człowieka. Właśnie ta osobowość kształtowana w duchu katolickim i patriotycznym jest głównym wrogiem lewicy. Dlatego podejmuje ona bardzo konsekwentne działania, aby rodzinę rozbić, jej znaczenie zdegradować, aby młode pokolenie wychowywane było bez żadnych wartości. To plan zniszczenia rodziny, ale także plan zniszczenia naszego Narodu. Lewica spostrzegła, że to Kościół katolicki stojący na straży podstawowych wartości i rodzina wychowująca młode pokolenie w duchu wiary jest główną barierą w realizacji jej nihilistycznych zamiarów i dlatego rodzina i wychowanie, obok bezpośredniego zwalczania Kościoła katolickiego, stały się dziś obiektem głównego ataku lewicy. Dlatego tak ważna jest mobilizacja katolickiej opinii publicznej w obronie rodziny i dlatego Prawica Rzeczypospolitej broniąca od samego początku rodziny uznała ją za fundament naszej tożsamości i siły. „Rodzina siłą Narodu” – to hasło przyświeca nam nie tylko w tych wyborach, ale w całej naszej działalności. Jeżeli obronimy rodzinę, to także będziemy mieli do czynienia z odrodzeniem naszego Narodu.
Dziękuję za rozmowę.
Maciej WalaszczykNasz Dziennik, 4 listopada 2014
Autor: mj