Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Skazani na zagładę

Treść

Zdjęcie: Arch./ -

Z Wiesławem Trzeciakowskim, pisarzem, publicystą historycznym i archiwistą z Bydgoszczy, autorem książki „Śmierć w Bydgoszczy 1939-1945”, rozmawia Tomasz M. Korczyński

Przeszłość ujawnia się na nowo w teraźniejszości, do tego ulega wciąż manipulacji politycznej i reinterpretacji historycznej, tworzącej fałszywy obraz historii Polaków i Polski. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że na tzw. ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy 8 października 1939 roku sytuacja Polaków wyglądała tragicznie w porównaniu z położeniem społeczeństwa polskiego pod niemiecką okupacją w Generalnym Gubernatorstwie. Na czym te różnice polegały?

– Na obszarach północnej i zachodniej Polski wcielonych do Rzeszy zgodnie z wytycznymi kierownictwa III Rzeszy (Hitler, Himmler, gauleiterzy) za 10-15 lat, licząc od 1939 roku, miało w ogóle nie być Polaków. Niezwykle krwawa była jesień 1939 roku w wyniku zaplanowanej przed wojną operacji Tannenberg. W Generalnym Gubernatorstwie jej odpowiednikiem była zbrodnicza akcja pod kryptonimem Aktion AB, tzn. Ausserordentliche Befriederungaktion („Nadzwyczajna pacyfikacja”), wymierzona przeciwko polskim elitom. Takie akcje realizowały Einsatzgruppen od pierwszych dni okupacji na danym terenie, a objęły one potem całą podbitą Polskę, z pomocą miejscowych Niemców powołanych do Selbstschutzu, który z tej racji nazywa się czasem „Ersatz-Einsatzgruppen”. „Ersatz” to znaczy „zapasowy”, „rezerwowy”, „zastępczy”. Niezależnie od polityki wobec Żydów, wyjętych spod prawa i izolowanych w zamkniętych rewirach, gettach i obozach, z zakazem poruszania się poza wyznaczonymi miejscami, władze III Rzeszy przystąpiły do tzw. oczyszczania, czyli masowych mordów wobec polskiej inteligencji, szeroko pojętej. Likwidacji fizycznej lub przez warunki w obozach podlegali wytypowani przez służby bezpieczeństwa urzędnicy, prawnicy, nauczyciele, policjanci, wojskowi, działacze samorządowi i państwowi, księża katoliccy, ale też ewangeliccy (w Bydgoszczy więźniem niemieckich lagrów był ewangelicko-augsburski pastor Waldemar Preiss, przeżył kilka takich obozów i wrócił po wojnie do Bydgoszczy). Zakazano w ogóle mówić po polsku w miejscach publicznych, przy czym takim miejscem było nawet podwórko. Kiedy moje maleńkie, kilkuletnie siostry Sylwia i Renia biegały po podwórzu domu moich dziadków (rodzice mieszkali w piwnicy tego domu całą okupację, gdyż zostali wypędzeni z własnego mieszkania), Niemka mieszkająca obok o nazwisku Butz krzyczała, że pójdzie na gestapo, „nie wolno mówić po polsku, tu jest Rzesza”.

Niemcy czuli się panami życia i śmierci na wcielonych do Rzeszy terenach, pozbawiając Polaków wszelkich praw.

– Polakom na naszych terenach nie wolno było chodzić do kin, teatrów ani korzystać z bibliotek. Polskie książki niszczono, w domach nie wolno było ich trzymać. Za posiadanie radia groził obóz koncentracyjny. Takie fakty odnotowano w Bydgoszczy, mówią o tym akta niemieckiego Sądu Specjalnego. Polak był zawsze podejrzany i kontrolowany, szczególnie przez niemieckich sąsiadów. Nie było tutaj polskich szkół, polskie dzieci uczyły się w niemieckich szkołach, i mogły skończyć tylko szkołę powszechną. Przymus pracy dotyczył także polskich dzieci już od 7. roku życia, a od 14 lat traktowano je jak dorosłych i wysyłano na roboty przymusowe. Polakom już w 1939 roku skonfiskowano sklepy, warsztaty, fabryki, posiadłości, samochody i motocykle, konta bankowe. Polscy (wolni) robotnicy otrzymywali płacę o 20 proc. niższą od Niemców. Kartki przydziałowe na żywność, opał i odzież także dużo niższe od Niemców, a w sklepach zawsze pierwszeństwo w zakupach mieli Niemcy. Co zostało, to mogli kupić Polacy. Ponieważ plan zgermanizowania ludności polskiej w ciągu 10-15 lat był nierealny, kierownictwo III Rzeszy zdecydowało się –zwłaszcza od roku 1943 – na masowe formalne zniemczenie Polaków (III i IV grupa Deutsche Volksliste), licząc, że polskość i tak wyginie, a Polacy w drugim pokoleniu będą Niemcami. Pozornie przyjmowanie DVL było dobrowolne, tworzono komisje, trzeba było składać wnioski, zdarzały się odmowy, ale to pozory dla opinii publicznej Zachodu, z powodu konwencji haskiej z 1907 r., która zakazywała zmuszania podbitej ludności do przyjmowania obcej narodowości. Na terenach wcielonych do Rzeszy poważny procent ludności polskiej wpisano na listy DVL. W przeciwnym razie był inny wariant, który kierownictwo III Rzeszy brało pod uwagę: wyniszczenie wszystkich Polaków, nie tylko warstwy inteligenckiej i państwowotwórczej. Jednakże mogło to nastąpić dopiero po zagładzie Żydów (decyzja „Endlösung” w styczniu 1942r.). I wtedy los Polaków byłby taki sam, po wykorzystaniu ich siły roboczej.

Wszystko, co Pan mówi, nazwać trzeba straszliwym codziennym terrorem, to, co polskie, nie miało prawa istnieć publicznie.

– Tak, o to chodziło. Polak miał albo stać się Niemcem, albo zginąć. Taki los nam wyznaczono od jesieni 1939 roku. Ludność polska miała nawet odrębne przepisy administracyjne i karne (Polenstrafverordnung), bardzo represyjne. Zniszczenie materiału w pracy traktowano – w przypadku Polaka – jako celowy sabotaż, działanie na szkodę gospodarki III Rzeszy, a gestapo szukało na siłę powiązań z konspiracją, w końcu deportowało do ciężkiego obozu (Straflager).

A mimo to byli Polacy, którzy solidarnie pomagali innym Polakom i Żydom.

– Nie tylko Polacy i nie tylko Polakom i Żydom, ale również jeńcom rosyjskim oraz angielskim. W przypadku bydgoskich Żydów rzadko z nazwiska znamy ich dalsze losy. Wśród ofiar publicznych egzekucji w Bydgoszczy w dniach 9, 10 i 11 września 1939 roku są także żydowskie nazwiska. Wiemy, że przebywali jesienią 1939 roku m.in. w byłych koszarach artyleryjskich przy ul.Gdańskiej 147 w Bydgoszczy, w tzw. obozie internowanych. Izolowano ich od Polaków. Od czasu do czasu, według świadków, wywożono ich ciężarówkami, domyślamy się po co. Pokazały to ekshumacje po 1945 r. między innymi w Tryszczynie pod Bydgoszczą, mordowano też na terenie obozu Jachcice-Las i w okolicznych lasach rynkowskich. Do Bydgoszczy na egzekucje lub w celu dalszego transportu przywożono także Żydów z Mroczy, Golubia, Koronowa i innych okolicznych miejscowości. Do 1 września 1939 roku w Bydgoszczy mieszkało ok. 2 tys. Żydów, tak mówi dokument żydowskiej gminy. Dużą część zamordowano, a zdolnych do pracy Żydów już jesienią 1939 r. wywieziono do tworzonych przez Niemców obozów i gett. Wojnę i okupację przeżyło ok. 70 bydgoskich Żydów. Jeśli chodzi o Polaków, to ustaliłem do tej pory 1700 nazwisk zamordowanych w Bydgoszczy lub bydgoszczan uśmierconych czy zamęczonych w innych miejscach w latach 1939-1945. To pokazuje skalę terroru i mordów tylko w naszym mieście, w którym do 1 września 1939 roku żyło 135 tys. osób, w tym 9,6 tys. Niemców, o Żydach była już mowa.

Może Pan podać kilka przykładów, jak Polacy ratowali Żydów?

– Katolickie małżeństwo Ciesielskich, Romualda (zwana Romą, ur. 1905 r.) i jej mąż Feliks (ur.1895r.), jesienią 1939 roku wypędzono jak wiele innych z Bydgoszczy do Generalnej Guberni, ponieważ w 1927 roku przybyli tutaj z Warszawy. Po tułaczce trafili do Krakowa. Tutaj otrzymali mieszkanie i sklep po Żydach. Wstrząśnięci losem Żydów w getcie, dostarczali im żywność, odzież, ukrywali uciekinierów w swoim mieszkaniu i szukali dla nich bezpiecznej kryjówki. W 1942 roku ktoś doniósł na niemiecką policję. Romualdę Ciesielską wysłano do KL Auschwitz. Także tam niosła pomoc Żydom. Feliksa Ciesielskiego wysłano do KL Mauthausen i tam zginął. Romualda przeżyła Auschwitz. Jak wynika z jej karty meldunkowej w Bydgoszczy, zamieszkała w maju 1945 roku w Toruniu. Małżeństwo miało jednego syna, Janusza Feliksa Ciesielskiego, urodzonego w 1931 roku w Bydgoszczy. Nic na jego temat nie wiem. W 1967 r. Roma Ciesielska została uhonorowana za niesienie ofiarnej pomocy Żydom przez Yad Vashem w Jerozolimie. Co ciekawe, nikt do tej pory w Bydgoszczy o tym nie wiedział. Historię tego polskiego małżeństwa ratującego Żydów znalazłem w książce Löwa i Rotha „Juden in Krakau unter deutscher Besatzung 1939-1945” z 2011 roku.

Inny przykład ratowania Żydów podaje bydgoski historyk Andrzej Bogucki. Historia dotyczy Fordonu (dziś dzielnica Bydgoszczy) w latach 1939-1945 i działalności konspiracyjnej członków przedwojennego „Sokoła”. Jan Arudianow, Edmund Rafiński, Edmund Mikołajczak uratowali pod koniec wojny 27 Żydówek. Na teren fordońskiej fabryki papieru nadzorcy SS przypędzili kolumnę wynędzniałych żydowskich więźniarek w liczbie ok. 200 osób. Wówczas fordoniacy ukryli 27 Żydówek w kanale pod maszyną parową i tak doczekały one wolności. Zaznaczyć trzeba, że nie wystarczyło ukryć Żydówek, trzeba było także zapewnić im żywność i wszelką inną pomoc, o co było wtedy bardzo trudno, również w przypadku ludności polskiej.

Wspomniał Pan także o Rosjanach i Anglikach.

– Tak, takiej pomocy – również pod groźbą tragicznych następstw – udzielano jeńcom rosyjskim. Najłatwiej było to zrobić w fabrykach lub majątkach rolnych, choć dostęp do nich był trudny, nie wolno było się do nich zbliżać. Według A. Boguckiego, Barbara Wleklińska (1925-1987) z Fordonu przebywała podczas okupacji w Żninie. Za pomoc udzieloną jeńcom sowieckim została pobita i wywieziona do obozu koncentracyjnego w Rzeszy (Gera). Natomiast jej ojciec Kazimierz Wlekliński pomógł dwóm jeńcom angielskim w ucieczce. Dał im mapkę, z którą szczęśliwe dotarli do Anglii. Takiej samej pomocy udzielała Anglikom rodzina prof. Henryka Wrembla z Bydgoszczy, wówczas mieszkająca w leśniczówce w Emilianowie pod Bydgoszczą.

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz M. Korczyński
8 września 2014, Nasz Dziennik

Autor: mj