Równi i równiejsi na pl. Zbawiciela
Treść
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik
Władze asymetrycznie traktują osoby manifestujące swój stosunek do obecności tęczy na pl. Zbawiciela w Warszawie, wytyka poseł Bartosz Kownacki. I pyta MSW, dlaczego tak się dzieje i kto za to odpowiada.
Poseł zwraca uwagę, że umieszczenie rzekomo artystycznej instalacji na pl. Zbawiciela w Warszawie było „dalekie od powszechnej akceptacji w społeczeństwie, wobec czego stało się zarzewiem światopoglądowego konfliktu”. Środowiska konserwatywne jednoznacznie kojarzą tęczę jako manifestację symboliki lobby homoseksualnego. Komentatorzy wskazują, że konstrukcja nie zawiera jednego z kolorów naturalnej tęczy, ale jest identyczna z barwami na emblematach gejowskich i lesbijskich.
W kwietniu tego roku przeciwko odnowieniu tęczy, po kolejnym jej spaleniu, co oznaczało duży wydatek środków finansowych przez władze Warszawy, zaprotestowały różne środowiska. Część tych osób udała się bezpośrednio na plac, chcąc nie chcąc, naruszając przy okazji przepisy drogowe.
– Akcja ponownej instalacji tęczy, forsowana z uporem godnym lepszej sprawy, nie spotkała się z aprobatą ze strony młodzieży o poglądach narodowych, która pragnąc wyrazić swój sprzeciw, weszła na teren pl. Zbawiciela, odwołując się do pokojowego protestu – wskazuje Bartosz Kownacki. – Część uczestników pikiety została za swą postawę zatrzymana, a następnie z inicjatywy policji na podstawie art. 97 kodeksu wykroczeń skierowano przeciw nim postępowania karne, gdyż przybyli pod tę konstrukcję, przechodząc przez jezdnię w niedozwolony sposób – dodaje.
Parlamentarzysta przypomina jednak, że do identycznego przekraczania drogowych przepisów doszło w ramach popierania obecności tej tzw. instalacji artystycznej w listopadzie zeszłego roku.
– Bezpośrednio po tym zdarzeniu szereg mniej lub bardziej znanych osób składało kwiaty, wtykając je w pogorzelisko. Wśród nich byli m.in. ambasador Szwecji w Polsce Staffan Herrström, Edyta Górniak, Edyta Herbuś, Agnieszka Szulim czy Zofia Ślotała. Wspomniane osoby, aby dostać się w bezpośrednią okolicę kontrowersyjnej konstrukcji, musiały przejść przez jezdnię w miejscu do tego niewyznaczonym, ponieważ nie ma tam przejścia dla pieszych – uświadamia poseł.
I pyta szefową Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Teresę Piotrowską, czy toczyły się lub toczą tożsame co wobec osób o poglądach narodowych postępowania karne względem osób o poglądach aprobujących obecność tzw. tęczy na pl. Zbawiciela w Warszawie, które po pożarze w listopadzie 2013 roku, składając pod nią kwiaty, dopuściły się identycznego wykroczenia co narodowcy w kwietniu 2014 roku.
Na razie nic nie wiadomo, żeby te osoby, które wówczas pojawiły się pod tęczą, zostały pociągnięte do odpowiedzialności. A wręcz jest wysoce prawdopodobne, że do tego nie doszło. Wprawdzie bezpośrednio po tej akcji media zwracały uwagę, że np. piosenkarka Edyta Górniak łamie przepisy, podchodząc pod spaloną tęczę, jednak nie spotkało się to z reakcją policji.
– Z czego wynika dychotomiczne traktowanie tych grup ludzi? Czy wobec komendanta policji, który wykazał nieprzejednaną postawę wobec narodowców, a wobec ich oponentów postąpił zgoła odmiennie, wyciągnięte zostały konsekwencje służbowe lub dyscyplinarne? – docieka Kownacki, w przypadku gdyby się potwierdziły te przewidywania.
– Jednych traktujemy lepiej, a innych gorzej, to albo wszystkich karzemy, albo nikogo nie karzemy – postuluje poseł.
Zenon BaranowskiNasz Dziennik, 27 października 2014
Autor: mj