Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Oszczędny plan Obamy

Treść

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Z Benjaminem H. Friedmanem, ekspertem obrony i bezpieczeństwa wewnętrznego USA z Cato Institute, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Jakby Pan podsumował przemówienie Baracka Obamy na temat walki z Państwem Islamskim?

– Przemówienie Baracka Obamy można w zasadzie sprowadzić do peanów na temat zalet amerykańskiego globalnego przywództwa. Tego rodzaju przemówienie nie byłoby w zasadzie niczym wyjątkowym, gdyby nie fakt, że podsumowywało ono temat amerykańskich wysiłków podejmowanych na rzecz stabilizacji Iraku, czyli kraju, który zmaga się obecnie z ogromnymi kłopotami, m.in. przez wcześniejszą politykę USA. Dlatego też w tym miejscu można było wypowiadać się nieco skromniej.

Może chodziło o przyciągnięcie jak największej liczby partnerów do walki z dżihadystami?

– Polityka walki z Państwem Islamskim, jaką przedstawił prezydent, wydaje się pokładać wielką nadzieję w umiarkowanych siłach wewnątrz Iraku, przy jednoczesnym minimalnym wysiłku amerykańskich sił zbrojnych. Dziewięć brutalnych lat, jakie straciła armia USA, starając się uporządkować Irak przy wykorzystaniu sił lądowych, a przy tym ogromne zastrzyki pomocy oraz wsparcia militarnego i szkoleń dla tamtejszych sił najwidoczniej nauczyły obecną administrację, że wcale nie należy unikać tego typu przedsięwzięć, ale po prostu spróbować wykonać je… taniej. W imię walki z terroryzmem prezydent Obama proponuje więc obecnie sterowanie wojną domową w Iraku za pomocą bomb oraz nowych szkoleń dla tamtejszego wojska.

To chyba jest jakiś plan?

– Według zapowiedzi mieliśmy usłyszeć wytyczne nowej strategii do walki z Państwem Islamskim. To, co jednak przedstawił szef Białego Domu, nie jest ani nowe, ani strategiczne. Poza przewidywanym rozszerzeniem ataków lotniczych na Syrię prezydent Obama nie ogłosił żadnej nowej polityki. Pierwszym elementem tego planu jest kontynuacja użycia amerykańskiego lotnictwa do wspierania irackiej ofensywy przeciwko Państwu Islamskiemu. Podczas gdy te działania oczywiście w jakiś sposób zahamują postępy dżihadystów, to jednak pokonanie ich będzie zdecydowanie trudniejsze. Treningi i wsparcie być może w jakiś sposób pomogą uzdrowić siły zbrojne Iraku, mocno naruszone ostatnimi wydarzeniami. Jednakże porażka poniesiona w czasie prób profesjonalizacji tamtejszej policji musi budzić nasz sceptycyzm co do ich powodzenia i tym razem. Trudno jest bowiem zbudować wielozadaniowe jednostki zbrojne w skorumpowanym państwie rządzonym przez jedną sektę. Kurdyjska Peszmerga jest chyba tutaj najbardziej sprawną grupą, nie wydaje się jednak, aby mogli oni sami przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę w walce z Państwem Islamskim. Po raz kolejny słyszymy także o ewentualnym wspieraniu „umiarkowanej” opozycji w Syrii, czyli najsłabszej z grup w tej trójstronnej wojnie domowej. Ten ruch w mojej ocenie tylko i wyłącznie przedłuży tę wojnę.

Ostatecznym celem jest zniszczenie Państwa Islamskiego. Czy nie należy więc stosować wszelkich możliwych środków, aby do tego celu doprowadzić?

– Jeśli Państwo Islamskie jest tak dużym zagrożeniem, jak twierdzi prezydent, to jego zniszczenie powinno zakładać podjęcie większego ryzyka i poniesienie większych kosztów. Niechęć naszych liderów do podejmowania trudnych decyzji i podjęcia większego ryzyka wskazuje jednak na to, że retoryka na temat tego zagrożenia przewyższa rzeczywistość.

Dziękuję za rozmowę

Łukasz Sianożęcki
Nasz Dziennik, 13 września 2014

Autor: mj