Odważny głos prawdy
Treść
Ksiądz doktor Ralph Weimann uważa, że dyktaturze relatywizmu i synkretyzmu chrześcijanie mogą skutecznie się przeciwstawić poprzez świadome przylgnięcie do prawd wiary (FOT. M . MAREK)
Dążenie, by prawdę zdjąć z cokołu, za największe zagrożenie naszych czasów uważał św. Jan Paweł II. O tym, jak dziś jej bronić w różnych cywilizacjach, rozmawiali uczestnicy kongresu w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.
Zakończone w sobotę spotkanie miało charakter międzynarodowy. Hiszpański filozof prof. José Manuell Chillón skoncentrował się na roli przekazu medialnego w promocji prawdy. Zwrócił uwagę, że relacja mediów z Kościołem jest podobna do relacji z systemami politycznymi: pozytywna, ale świadoma ich ograniczeń. – W sytuacji nowoczesnej kultury prawda jest mnożona, ale jednocześnie wyjałowiona – stwierdził. To skutek globalizacji, która niesie ze sobą wartości pozytywne (np. pozwala docenić powszechne powołanie Kościoła), ale także może powodować, że głos katolicki traci siłę oddziaływania na rzeczywistość społeczną. Globalizacja unaocznia, że informacja to władza. Stąd katolicy muszą zachować czujność, aby nie dać się wchłonąć przez świat mediów.
Chillón wyróżnia trzy formy rzeczywistości tworzące przekaz medialny. Po pierwsze – jest rzeczywistość realna, bez której nie ma mowy o ładzie medialnym, gdyż zadaniem mediów nigdy nie jest tworzenie rzeczywistości; gdyby tak się działo, mielibyśmy do czynienia z fabrykowaniem informacji i naruszeniem prawa do informacji. Drugi aspekt to rzeczywistość zjawiskowa, czyli dokonany przez dziennikarza wybór, sposób uchwycenia, skomentowania, powiązania tematów. Na trzecim miejscu jest dopiero rzeczywistość emitowana, przekazywana w medium jako informacja w określony sposób pod względem konwencji i kontekstu. Sama transformacja rzeczywistości nie jest zła, jest procesem konstruktywnym, koniecznym, i jej dokonywanie jest zadaniem dziennikarzy. Jednak, zastrzegł myśliciel, na każdym etapie możliwe są manipulacje stanowiące degradację rzeczywistości.
Ofensywa deprawacji
W oryginalny sposób rolę prawdy w demokracji przedstawił prof. Edward Macierowski, amerykański filozof i językoznawca z Benedictine College w Atchison. Pokazał, jak w ciągu ponad stu lat w demokracji USA dokonano aksjologicznego zwrotu wobec prawdy o człowieku. Prezydent Abraham Lincoln w 1863 r. rozpoczął jedno z najważniejszych przemówień od słów: „Lat temu 87 nasi ojcowie ustanowili na tym kontynencie nowy naród poczęty z wolności i przekonania, że wszyscy ludzie są równi”. Był to język wzorowany na stylistyce biblijnej, afirmujący przejście ze śmierci do życia i poszanowanie człowieka.
Tymczasem zasady te podważa tzw. Raport Kissingera z 1974 r., powstały w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA. Jego autorem nie był jednak ówczesny sekretarz stanu, lecz bankier David Rockefeller, który de facto kierował komisją przygotowującą dokument. Rockefeller wsławił się powiedzeniem: „Prawa człowieka – tak, ale handel na pierwszym miejscu”. Macierowski uważa, że Raport Ki- ssingera jest odpowiedzią na encyklikę bł. Pawła VI „Humanae vitae” (1968). Określa on przyrost ludności świata jako wyzwanie i zagrożenie, postuluje, by wszystko, co sprzyja urodzeniom, zostało wyeliminowane, a władza państwowa ma kontrolować ludzką prokreację. Raport zawiera też szereg postulatów ekologicznych.
Ustalenia z 1974 r. rozpoczęły światowy zwrot w kierunku walki z przeludnieniem i zmianami klimatu. Efekt? Globalna promocja „kontroli urodzeń”, aborcji, antykoncepcji itd. Tam początek bierze także wielka ofensywa deprawacji młodzieży, przywilejów dla mniejszości sek- sualnych oraz ideologia gender. Raport Kissingera pozostawał tajny do 1990 roku. Mówca zwrócił uwagę na język, którym posługują się propagatorzy tej ideologii. Przemawiają uwodzicielsko, przerysowują aspekt przyjemności, zasłaniając się nauką i tolerancją.
Gdy sól traci swój smak
Spojrzenie ks. dr. Ralpha Weimanna, wykładowcy Międzynarodowego Uniwersytetu Dominikańskiego Domuni w Brukseli, było przede wszystkim teologiczne. Prawda o Jezusie nie jest brutalna ani natarczywa, ale bywa gorsząca, ponieważ pretenduje do wskazywania prawdziwej drogi życia, wymaga zaangażowania całej osoby i dawania świadectwa. Tysiące chrześcijan oddało za prawdę życie. Ale nie wszyscy żyją zgodnie z zasadami wiary. Już św. Jan Chryzostom w IV wieku mówił: „Nie byłoby pogan, gdybyśmy byli prawdziwymi uczniami Chrystusa i żyli tak, jak powinniśmy”. Także w epoce Starego Testamentu naród wybrany z trudem akceptował swoją odmienność i wiele razy odchodził od jedynego Boga, chcąc być „jak inne narody”.
To w czasach prześladowań Kościół wydawał największe owoce. –A jak zachować wiarę w czasach pokoju i dobrobytu? – zastanawiał się ks. dr Weimann. Przypomniał mitologiczną opowieść o kuszącym głosie syren z „Odysei” Homera. Odyseusz chciał ich słuchać, ale zabezpieczył się – kazał się przywiązać do masztu okrętu. Tak samo dziś syreny bogactwa i „ducha czasu” bałamucą chrześcijan. Relatywizm i synkretyzm mówią, że można się obyć bez Boga. Jak wskazał mówca, powinniśmy być świadomi siły tego głosu i „przywiązać się” do Chrystusa oraz Kościoła.
Świat usiłuje przekonywać, że prawda prowadzi do fundamentalizmu, stąd trzeba jej unikać; że wywołuje sprzeciw, a sami chrześcijanie nie chcą jej przyjmować, bo chcą być „jak wszyscy inni”. W sytuacji Niemiec, skąd pochodzi ks. Weimann, ludzie, którzy nie idą za tymi głosami, są wręcz odsuwani na margines. Istnieje silna presja, aby Ewangelię „złagodzić”. Miałaby nie wymagać zmiany życia i przyjęcia krzyża. – Jakże się to różni od nauki apostołów, której przyjęcie narażało nie tylko na niewygodę, ale śmierć – zwrócił uwagę prelegent.
Dążenie, by prawdę zdjąć z cokołu, za największe zagrożenie uważał św. Jan Paweł II, który poświęcił walce z relatywizmem niezliczone wystąpienia i dokumenty. Chcąc dać Kościołowi obiektywny punkt odniesienia, wydał Katechizm Kościoła Katolickiego. Spotkał go za to sprzeciw środowiska grupy intelektualistów, którzy woleliby „szyfrować” prawdy wiary – prowadzić dialog ze wszystkimi, być obecnymi i uznanymi w społeczeństwie. W Kościele niemieckim stawia się na „usuwanie zgorszenia” i filantropię, co oznacza, że niemal w całej tamtejszej wspólnocie „sól straciła swój smak”. Prawda interpretowana wyłącznie w kryteriach socjologicznych nie ma siły oddziaływania, co widać w debatach bioetycznych. Utrzymywany z państwowego podatku niemiecki Kościół cieszy się wprawdzie dobrą sytuacją ekonomiczną, ale – jak zauważył prelegent toruńskiego kongresu – biskupi i księża (w tym wykładowcy teologii) nierzadko przyjmują mentalność działacza społecznego, a lokalny Kościół utracił autorytet i zaufanie.
Przywiązani do łodzi Kościoła
Świadomy tego ich rodak Papież Benedykt XVI głośno mówił o „dyktaturze relatywizmu” i zalecał „odświatowienie” Kościoła. Obecnie nastawienie misyjne Ojca Świętego Franciszka również krytykuje trendy biurokratyczne i przesadną koncentrację na sprawach ekonomicznych. Papież stawia na ujęcie chrystocentryczne, podkreśla, że Kościół to „Oblubienica Chrystusa, a nie międzynarodowa pozarządowa organizacja charytatywna”.
Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie przeprowadził analizę dwóch perykop Pisma Świętego mówiących o prawdzie. Omawiał słowo po słowie opowiadanie o zakazanym owocu i kuszeniu Ewy oraz opis sądu Piłata nad Jezusem w Ewangelii św. Jana. Szatan używa zręcznej manipulacji, odwołuje się do uśpionych emocji Ewy, stawia ją przed pytaniem bez odpowiedzi. Kuszenie uczy nas – wskazał biblista – że Bożą wolę trzeba przekazywać wiernie i precyzyjnie, a głos sprzeciwu odważnie odrzucić. Sąd Piłata to z kolei przykład poddania prawdy polityce, potraktowania jej w sposób funkcjonalny. Przestrzega nas przed stawianiem urzędu i pragmatyzmu ponad człowiekiem.
Kilkoro gości kongresu dzieliło się z uczestnikami doświadczeniem trudności w głoszeniu prawdy w innych cywilizacjach – Indiach czy Korei. W tych krajach chrześcijanie są w mniejszości. W Indiach jest jedynie 2,3 proc. wyznawców Chrystusa, w tym połowę stanowią katolicy (trzech obrządków). Ksiądz prof. George Karuvelil SJ mówił o trudnościach w głoszeniu wiary chrześcijańskiej w środowiskach posiadających własną, liczącą tysiące lat tradycję. Problemy te skłaniają niektórych katolików do tak daleko idącej interpretacji nauki Kościoła o wolności religijnej i dialogu między religiami, że własną wiarę postrzega się jako jedną z wielu, a jej cechy specyficzne (jak centralne znaczenie osoby Jezusa Chrystusa w chrześcijaństwie) podlegają eliminacji. Tymczasem dominująca religia –hinduizm – wcale nie zamierza rezygnować w Indiach ze swoich zasad. Na polu debaty publicznej, rzekomo neutralnej światopoglądowo, głosi się przewagę hinduizmu. Mówca wskazał, że hinduizm jest doktryną politycznego nacjonalizmu w przeciwieństwie do chrześcijaństwa mającego charakter uniwersalny. Państwo, chociaż zewnętrznie posiada liberalny ustrój demokratyczny, funkcjonuje według modelu relacji społecznych przejętego z hinduizmu. Widać to w tolerancji dla nierówności społecznych, pozostałości po formalnie nielegalnym systemie kast. Łatwo jest też prześladować mniejszości religijne jako nie w pełni hinduskie.
Korea Południowa jest państwem zderzenia wielu typowych dla Azji prądów myślowych: buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu. Chrześcijaństwo trafiło tam na podatny grunt przeobrażeń w interpretacjach konfucjanizmu, które przestały pasować do relacji społecznych. Początkowo Kościół rozwijał się w Korei za sprawą świeckich, pierwsi kapłani pojawili się znacznie później. Jednocześnie od początku rozwojowi wspólnoty wierzących towarzyszyły prześladowania, gdyż katolicy nie akceptowali systemu nierówności społecznych i rozbudowanego kultu przodków. Kościół cieszył się oficjalną wolnością od 1837 r., ale wkrótce cały kraj dotknęła plaga wojen, a potem bolesnego podziału państwa.
Doktor In Hye Colomba Kim mówiła wiele o różnicach między mentalnością Azji a myślą zachodnią. Mądrość tej części świata opiera się raczej na życiowych wskazówkach niż spójnym systemie filozoficznym. Jednak można w oparciu o typowo orientalną myśl dojść do niektórych prawd chrześcijańskich i w tym języku je przekazać, co też czynią misjonarze.
Piotr Falkowski, ToruńNasz Dziennik, 1 grudnia 2014
Autor: mj