Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nosy na kwintę

Treść

Wibrujący głos Ewy Kopacz zdradzał zaniepokojenie (FOT. R. SOBKOWICZ)
Grobowa cisza zapanowała po ogłoszeniu wyników sondażowych na wieczorze wyborczym Platformy Obywatelskiej

Premier Kopacz pocieszała smutnych działaczy, którzy wiedzą, że partia znalazła się na równi pochyłej.

Że Platforma Obywatelska przegra wybory do sejmików wojewódzkich w sondażu ogólnopolskim, było już wiadome przed ogłoszeniem wyników exit poll. Informacje o wynoszącym 27,3 proc. wyniku przyjęto na wieczorze wyborczym grobową ciszą. Podobnie jak fakt, że kandydaci partii rządzącej będą musieli walczyć w kilku ważnych miastach w drugiej turze wyborów, bez gwarancji zwycięstwa. Ostatecznie smutek, przygnębienie i konsternacja panowały w warszawskim sztabie Platformy do samego końca. Atmosfera kaca przypominała tę z 2001 r., gdy w tym samym miejscu pompowana przez media Platforma „Trzech tenorów” zaliczyła polityczny falstart, wchodząc wówczas do Sejmu z dość przeciętnym wynikiem 17 proc., który był zupełnie poniżej oczekiwań. Wczoraj było podobnie, choć z drugiej strony wysoki wynik PSL gwarantuje PO współrządzenie w wielu województwach. Według sondażu PO wygrała w województwach: zachodniopomorskim, pomorskim, warmińsko-mazurskim, kujawsko-pomorskim, wielkopolskim, lubuskim, dolnośląskim i opolskim.

– Wierzę, że wysoka frekwencja utrzyma się w parlamentarnych i prezydenckich wyborach. Co mogę wam powiedzieć? Powinniście mieć więcej uśmiechu na twarzy. Praca to nic złego – pocieszała drżącym głosem premier Ewa Kopacz (PO) działaczy, których miny były nietęgie, a dłonie składały się tylko do wymuszonego i mechanicznego oklaskiwania jej krótkiej przemowy. To pierwsze wybory Kopacz w roli szefowej partii rządzącej i rządu. Zamiast wygranej – porażka, którą próbowała jakoś tłumaczyć.

Ale nie o to przecież do końca chodziło. Przyzwyczajeni do sukcesów działacze Platformy zaciskali pięści i robili dobrą minę do złej gry. Jednak głos Ewy Kopacz zdradzał zaniepokojenie. Musiała wczoraj mówić do ludzi, którzy po raz pierwszy od kilku lat poczuli zagrożenie utraty władzy, stanowisk i wpływów, nie tylko lokalnych. Bo jeśli wierzyć prawidłom polskiej polityki, nawet ta symboliczna porażka pokazuje pewne odwrócenie trendów wśród wyborców. I być może zapowiada utratę władzy za rok.

– Wybory parlamentarne za 11 miesięcy; będziecie bliżej ludzi, wygramy te wybory. Ja w to wierzę – mówiła Kopacz i przyznała: „Na zaufanie Polaków trzeba sobie zasłużyć – będziemy pracować jeszcze ciężej, by Polacy nam zaufali”.

– Dokładnie w przyszłym roku wskażą Platformę, bo Platforma nadal jest dobrą ofertą dla Polaków. To partia, która ma konkretny problem, a ostatnio powiedziała, że chcemy Polakom prezentować program w sposób serdeczny, bez kłótni, osobistych wycieczek, wsłuchując się w wasze problemy – oświadczyła liderka PO. Zapowiedziała, że partia będzie szła „z takim hasłem”. Odniosła się również do głosów przestrzegających przed możliwymi fałszerstwami wyborczymi i próbami ingerowania w wynik wyborczy, lekceważąc je i przyjmując porażkę. – Nie będziemy kwestionować tych wyników, nie będziemy podejrzewać, że zły los spowodował, że Platforma jest w tyle – oświadczyła.

Głos zabrała również Hanna Gronkiewicz-Waltz, która w tym roku będzie musiała walczyć o trzecią kadencję w drugiej turze wyborów. W sondażu Ipsos otrzymała 48,8 proc. głosów, co oznacza, że w drugiej turze zmierzy się z kandydatem PiS Jackiem Sasinem (26 proc.).

– To był bardzo trudny czas. Rok temu byliśmy pod ogromną presją referendum. Przez ostatnie osiem lat byliśmy pod ogromną presją inwestycji, całe Śródmieście było rozkopane – mówiła Gronkiewicz-Waltz. Podziękowała tym wyborcom, którzy oddali na nią głos. Mówiła, że chce „zdobyć serca i umysły”. Przekonywała, że Warszawa zyskała dynamikę rozwojową „dopiero osiem lat temu”.

Maciej Walaszczyk
Nasz Dziennik, 17 listopada 2014

Autor: mj