Na straży szwindla
Treść
Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik
Premier firmuje wyniki wyborów i grozi tym, którzy je kwestionują. Choć podstawowe gwarancje konstytucyjne zostały złamane, premier stroi się w kostium obrończyni porządku prawnego.
Premier zaniemówiła, w jej imieniu list do partyjnych działaczy odczytał Andrzej Halicki. Ewa Kopacz idzie w zaparte. Nie tylko uważa, że wynik wyborów nie powinien być w jakikolwiek sposób podważany, ale zaatakowała również wszystkich zwracających uwagę na nieprawidłowości podczas głosowania i przeliczania wyników. Jak oświadczyła, „kontestowanie wyników wyborów przez liderów opozycji to próba niszczenia fundamentów demokracji”. Joachim Brudziński w odpowiedzi na te zarzuty życzy premier Kopacz powrotu do zdrowia, najlepiej długiego odpoczynku od polityki.
– Dzisiaj na czele rządu stoi osoba, która ma kłopoty z pamięcią, nie potrafi sobie przypomnieć, jak Hanna Gronkiewicz-Waltz biegała z kawą i kanapkami do protestujących pielęgniarek, które okupowały Kancelarię Prezesa Rady Ministrów za rządów Jarosława Kaczyńskiego – podkreśla poseł. Przypomina, że zadaniem opozycji jest wyrażanie swojego sprzeciwu wobec wydarzeń, które muszą budzić niepokój. – Protestowaliśmy również wtedy, gdy PKW jeździła na szkolenie do Moskwy – dodaje Brudziński.
Szczególnie groteskowo zabrzmiały słowa, w których Kopacz napisała, że w ostatnich tygodniach starała się przekonać Polaków, że „możliwa jest zmiana polityki”. „Jestem przekonana, że współpraca jest potrzebna, bo może przynieść Polsce i Polakom wiele korzyści. Tego przekonania nie zmieni ani wynik wyborów, ani krytyka opozycji” – oświadczyła premier po tygodniu pełnym skandali wokół liczenia głosów i nazajutrz po podaniu się do dymisji Państwowej Komisji Wyborczej wraz z jej przewodniczącym i sekretarzem. „Wiara we współpracę i w siłę zgody w polityce nie oznacza jednak przyzwolenia na destabilizację państwa. Polityka miłości nigdy nie będzie zgodą na politykę nienawiści” – twierdzi Kopacz.
Winna opozycja
Zaatakowała oczywiście opozycję, która zakwestionowała poprawność liczenia głosów. „Czasy, kiedy partie polityczne ustalały wyniki wyborów, skończyły się. Niektórym – jak oceniła – wciąż do nich tęskno. Kontestowanie wyników wyborów przez liderów opozycji służy wyłącznie partyjnym interesom i daje jeden efekt. To próba niszczenia fundamentów demokracji” – napisała.
Nieszczęsna okupacja siedziby PKW, jakiej dopuścili się Grzegorz Braun i Ewa Stankiewicz, dały Kopacz asumpt do postawienia siebie na pozycji obrończyni ładu konstytucyjnego. I to po milczeniu na temat prawdopodobnych manipulacji wynikami wyborów i fałszerstw.
Co jeszcze napisała szefowa rządu do działaczy Platformy? Głównie zagrzewała do walki. „Nikt nie zamieni państwa otwartego na dyskusję w państwo sparaliżowane”, „ja i PO nie pozwolimy na okupowanie instytucji państwowych”, „PO będzie zawsze stała na straży konstytucji, demokracji i dorobku ostatnich 25 lat – niezależnie od wyniku wyborów”.
Brudziński przypomina, że PiS kontestuje te wybory, bo nie ma zgody na oczywiste fałszowanie ich wyników. – Stało się to wskutek braku odpowiedzialności obecnie rządzących. Pani Kopacz jako marszałek Sejmu odrzucała projekty, w których PiS starało się doprowadzić do naprawy kodeksu wyborczego. I dzisiaj mamy tego skutki, dlatego mamy pytanie, czy bardziej niebezpieczne dla demokracji jest tolerowanie tego, co się wydarzyło podczas ostatnich wyborów samorządowych, czy kontestowanie tych wyników. Moim zdaniem, brak reakcji opozycji byłby wyrażeniem zgody na to, byśmy byli opozycją milczącą, co pani Kopacz by bardzo odpowiadało – podkreśla Joachim Brudziński.
Głos zabrała wczoraj również Hanna Gronkiewicz-Waltz kandydująca na trzecią kadencję prezydenta stolicy. Zabłysnęła m.in. takimi wypowiedziami jak: „Wybór, którego dokonamy za tydzień, zdecyduje, czy Warszawa będzie nadal polityczną, kulturalną i gospodarczą stolicą Europy, czy będzie żyć kompleksami i odwróci się do Europy plecami”. – Nie baliśmy się inwestycji, postawiliśmy na rozwój, poprawę jakości życia. Efekty naszej pracy są widoczne na każdym kroku – mówiła Gronkiewicz-Waltz. – Chcemy, by miasto było przyjazne dla każdego mieszkańca – dziecka, seniora, by czuły się w nim dobrze i rodziny, i single, żeby miasto było silne tradycją, ale nie bało się nowoczesności – dodała.
Maciej Walaszczyk
Nasz Dziennik, 24 listopada 2014
Autor: mj