Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Musimy wspierać rodzinę!

Treść

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Homilia ks. abp. Henryka Hosera wygłoszona w Halinowie podczas otwarcia 15. Parafialnego Ośrodka Formacji Rodziny 12 października 2014 r.

Czytania: Iz 25,6-10a; Flp 4,12-14.19-20; Mt 22,1-14

Czcigodny Księże Proboszczu, drodzy Kapłani, drodzy Bracia i Siostry

Dzisiejsze Słowo Boże koncentruje się na obrazie uczty, jest to obraz niezwykle drogi i często powtarzany w Piśmie Świętym. Ten fragment przecież pochodzi ze Starego Testamentu Pisma Świętego. Jest to fragment, który zapowiada przyszłość. Jest to przyszłość ukazana w Apokalipsie św. Jana, w ostatniej księdze Pisma Świętego. Na wysokiej górze (Górze Przemienienia Pańskiego, przypominamy sobie Górę Błogosławieństw), górze, na której człowiek i ziemia spotykają się z Bogiem i Niebem: tam Bóg wyprawia dla nas ucztę. Można powiedzieć, że jest to uczta weselna, jak to słyszymy w Ewangelii. Uczta najwspanialsza. Prorok zwraca się do ludzi raczej wygłodniałych, zapowiada, że to będzie uczta z najlepszych win i najpożywniejszego mięsa. Brakuje mu określeń, żeby okazać wspaniałość tej uczty. I jeśli przypomnimy sobie z naszego życia największe uczty, które wyprawiamy, są to często uczty weselne, w które się całkowicie angażujemy i staramy się, żeby były one jak najbardziej świetne i zapadły w naszej pamięci. Stąd też Jezus, nawiązując do takiego doświadczenia ludzkiego, przedstawia nam dzisiaj przypowieść o uczcie weselnej, którą Bóg nam wyprawia. Jezus Chrystus nas na tę ucztę zaprasza. Przecież nie wolno zapominać, że Msza Święta jest również zbudowana na modelu uczty; jest ucztą.

„O Święta Uczto, w której Chrystusa przyjmujemy, odnawiamy pamiątkę Jego Męki, duch napełnia się łaską i otrzymujemy zadatek przyszłej chwały” – tak brzmi jedna z modlitw Kościoła. Jest to bardzo ważne odkrycie, żeby zrozumieć, iż Bóg chce z nami, ludźmi, zasiąść przy jednym stole! Tak jak to było w Kanie Galilejskiej. To zresztą cud tej uczty weselnej Jezus wybrał jako początek swojej działalności publicznej. Jako pierwszy cud, który dokonał przemiany wody w wino, a więc smutku w wesele. Przecież przy tym stole siedział Syn Boży i Jego Matka. Bóg chce z nami zasiadać przy jednym stole. Na jednej uczcie, na którą nas zaprasza. Rozumiemy, że ta przypowieść była wymówką w stosunku do narodu wybranego Starego Przymierza, który odrzucił Pana zapraszającego na ucztę.

Bóg jest wierny i Bóg jest cierpliwy. Można powiedzieć, że Bóg jest uparty w tym, co chce dobrego dla człowieka zrobić. Stąd mamy nową perspektywę, okazaną przez te sługi, które na polecenie swojego pana wychodzą na drogi i na ulice i mówią zaproszonym: „Oto przygotowałem moją ucztę, przyjdźcie na ucztę. Wszystko jest gotowe”. Wyszli na ulice, na drogi i czytamy dalej, że zaproszą wszystkich, których spotykają, złych i dobrych. Wszystkie narody Bóg zaprasza na ucztę.

Jest tam postać, która przyszła na ucztę bez stroju weselnego. Nam się wydaje, że to zaproszenie skierowane do ludzi na rozstajnych drogach to była łapanka. Nie! To było zaproszenie. Każdy miał czas przygotować się i przyjść na tę ucztę weselną. W związku z tym miał czas, aby się stosownie ubrać. A pewien człowiek przyszedł w „gumiakach”. Nie dostrzegł wagi wydarzenia. Nie uszanował uczty. Przecież na ucztę weselną wybieramy się w najlepszych strojach. Nie mówiąc już o znakomitych strojach pana i panny młodej: słynna suknia ślubna. Zatem, by przyjść na tę ucztę, trzeba się przygotować, założyć szatę weselną. Symbolem takiej szaty jest biała szata, którą okrywamy człowieka przystępującego do chrztu. Jest to wielka symbolika, która mówi, że się wyrzekamy grzechu, szatana, wszystkiego, co jest złe, co jest brudne, co jest ciemne, i zakładamy coś, co jest nieskazitelne, białe, czyste, niejako przezroczyste, coś, co przypomina światłość, a nie ciemność. Takie jest przygotowanie do tej uczty, na którą nas Bóg bez przerwy zaprasza. I zaprasza ludzi wszystkich narodów. Wszystkich ludów i narodów. Święty Paweł z wielkim naciskiem mówi, że Bóg zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą naszą potrzebę. A uczta jest skierowana do wszystkich ludzi.

Jak pisze Izajasz, Bóg chce na tej górze zedrzeć zasłonę oddzielającą człowieka od Boga, zasłonę, która w jakiś sposób nas więzi. Przez którą nie widzimy, nie słyszymy. Całun, który okrywał wszystkie narody. Można powiedzieć, że chce zedrzeć zasłonę pogaństwa z ludzi, którzy prawdziwego Boga nie znają albo go odrzucają. Dlatego cieszymy się, że taka mądrość przychodzi do nas dzisiaj, kiedy cieszymy się, otwierając w naszej diecezji już piętnasty Parafialny Ośrodek Formacji Rodziny. Ojciec Święty Jan Paweł II, patron dzisiejszego dnia, nawoływał z uporem, że mamy rodzinie pomagać. Mamy rodzinę wspierać. Wszyscy, nie tylko księża, nie tylko biskupi, na których ten obowiązek ciąży. To jest słodki obowiązek. Księża, świeccy, mężczyźni, kobiety, młodzież – wszyscy mają pomagać rodzinie i przychodzić jej z pomocą.

Jest rzeczą chyba oczywistą dla nas, że z takim uporem, z takim wysiłkiem przygotowujemy się do życia zawodowego. Szkoła podstawowa, szkoła średnia, szkoła wyższa, staże i ciągłe formacje, i ciągłe szkolenie personelu; całe życie przygotowujemy się do życia zawodowego. A jak wygląda nasze przygotowanie do życia rodzinnego? W dzisiejszej rodzinie rzeczą najbardziej deficytową jest czas. Rodzice nie mają czasu na rozmawianie i przebywanie ze swoimi dziećmi. I mówią: „Zajmij się czymś! Idź sobie włącz komputer i zajmij się czymś. Nie zawracaj mi głowy, nie widzisz, że jestem zmęczony, nie widzisz, że muszę jeszcze zrobić to czy tamto”.

Czasu brakuje na rozmowy między małżonkami. Pojawia się milczenie, wielkie milczenie, urazy, które narastają, wzajemne niezrozumienie, bo nie mamy czasu na rozmowę. Nie prowadzimy już tej koniecznej małżeńskiej rozmowy. Dlatego jest taki ruch, który się nazywa Equipes Notre-Dame, w którym istnieje obowiązek, by usiąść i każdego dnia porozmawiać. Mąż z żoną! Bez świadków: Bóg jest świadkiem. To buduje rodzinę, a tego w rodzinie nie ma. Tego dziecko nie widzi. Jak ma się tego nauczyć, skoro nie przeżywa tego we własnej rodzinie?! Później widzi rozwody (30 proc. małżeństw w Polsce się rozwodzi). Widzi dramat, tsunami, trzęsienie ziemi rozwodu własnych rodziców. Takie dziecko zostaje skaleczone na całe życie. Tę ranę w sobie nosi. Traci zaufanie do przyszłości. Nie wierzy, że małżeństwo może być trwałe, nie wierzy, że miłość małżeńska może być wierna, bo widział kłótnie, awantury, zdrady małżeńskie. Dlaczego? Bo dziś małżeństwo nie potrafi radzić sobie z kryzysami. A dziś kryzys jest nie do uniknięcia w życiu każdego małżeństwa. Miesiąc miodowy szybko się kończy i zaczynają się długie codzienne szare dni naznaczone kryzysami.

Są kryzysy typowe dla pewnych okresów życia i lat ludzi, np. słynny kryzys połowy wieku, w którym się żyło. Pojawia się on około 40. roku życia u mężczyzny i u kobiety. Tymczasem dzisiejsi małżonkowie nie potrafią sobie radzić z własnymi kryzysami, nie potrafią z nich wychodzić. Pierwszą reakcją jest ucieczka. Tymczasem ucieczka niczego nie rozwiązuje, wszystko rujnuje. Trzeba stawić czoła, trzeba umieć wychodzić z kryzysu, który później nas umacnia. Człowiek, który nigdy nie chorował, jest immunologicznie nieuodporniony. Dopiero ten, który przeszedł jedną, drugą, trzecią chorobę, nabiera odporności. Tak jest z kryzysami małżeńskimi, rodzinnymi. Stąd też chcemy, żeby w każdej parafii był ośrodek, który pomaga rodzinie najpierw uzupełnić wszystkie braki formacyjne przygotowujące do życia w rodzinie. Nasze przygotowanie do małżeństwa sprowadza się do kursów dla narzeczonych, 10 konferencji, na które przychodzi coraz mniej osób, bo tu i ówdzie organizowane są kursy przyspieszone, „ratunkowe”, bo już nie ma czasu, bo już sala weselna jest zarezerwowana, bo już data ślubu jest ustalona i kandydaci nie mogli lub nie chcieli się przygotować do małżeństwa. Zresztą co można przygotować podczas 10 konferencji? Zaledwie dotknąć ważnych tematów.

Tak jak powiedziałem, przygotowanie do małżeństwa obejmuje okres dzieciństwa, gdzie dziecko wszystko widzi, wszystko słyszy i wszystko czuje. Nawet gdy nie potrafi tego wyrazić, to obserwuje swoich rodziców. Później jest ono bardzo często takie jak rodzice, stworzone na ich obraz i podobieństwo. Potem przychodzi okres dojrzewania. Młodzież jest opuszczona w tym okresie. Rodzice nie wiedzą, jak ich formować, jak przyjść im z pomocą z ich nową, budzącą się cielesnością, z burzą hormonów, którą przeżywają, z gwałtownym przekształceniem ciała, z głodem afektywnym. Nie wiedzą, jak się za to zabrać, i myślą, że ktoś to za nich zrobi. Szkoła tego za nich nie zrobi i nie zrobi tego środowisko. Nie zrobią tego także media, które tylko pogarszają sytuację, proponując tak błędne, nieprawdziwe modele życia i zachowań. Bezpośrednie przygotowanie do małżeństwa powinno być tylko przygotowaniem liturgicznym, żeby przeżyć rzeczywistość sakramentu małżeństwa, czyli sytuacji stanu, gdzie wprowadzamy do naszego życia małżeńskiego i rodzinnego samego Boga. On jest dopełniającą trzecią osobą naszej miłości, dlatego Bóg jest trójcą, a nie dwójcą. 

W sakramencie stajemy się obrazem samego Boga i rodzina pojawia się w chwili, gdy pojawia się dziecko. Dopóki dziecka nie ma, trudno mówić o rodzinie, do tego momentu jest tylko małżeństwo. Rodzina jest ikoną Trójcy Świętej na ziemi. Do tego trzeba się przygotować, ale oprócz doprowadzenia do małżeństwa jest okres kilkudziesięciu lat trwania tego małżeństwa, kiedy zdarza się, że małżonkowie nie dają sobie rady! Wtedy znowu jest potrzebna formacja, która trwa właściwie dożywotnio. Dlatego że starszych ludzi też trzeba formować, bo oni są doradcami młodszych. Te wszystkie rady płynące od dziadka, babci, teścia są tak często pomylone. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale o tym wiecie. Zatem konieczna jest formacja. Taki ośrodek jest zatem przeznaczony pomocy rodzinie bez względu na jej staż.

Czy przed małżeństwem, czy po małżeństwie osoby, które są do tego zadania posłane i tu będą pracowały, gdy otrzymają ode mnie misję kanoniczną, tak jak otrzymują misję kanoniczną katecheci. Te osoby będą takim łącznikiem, osobami zaufania, jak się kiedyś mówiło „mąż zaufania”, to będzie i żona zaufania. Będzie się można do nich zwrócić. Co więcej, w tej naszej parafii w Halinowie są już osoby, które mogą być szczególnie pożyteczne w kryzysach małżeńskich. Specjaliści zawodowi, którzy mogą w tych naszych problemach pomóc. Dlatego będziemy się za nich modlić i będziemy również dziękować za to, że mamy tak wspaniałego patrona, jakim jest św. Jan Paweł II. Nasi doradcy, nasi formatorzy rodziny są bardzo dobrze wykształceni w tym, czego nas uczył Jan Paweł II o teologii ciała. To jest tak dzisiaj niesłychanie ważne. Dlatego jesteśmy wszyscy pełni nadziei, optymizmu, że ten ośrodek formacji będzie dla nas niezwykle potrzebnym narzędziem, instytucją, grupą ludzi, którzy mogą nam rzeczywiście pomóc i oświecić w sytuacjach dla nas trudnych, niejasnych, bolesnych i często zagrażających trwałości rodziny. Dla księdza proboszcza i duszpasterzy będzie to wielka pomoc, żeby móc zapewnić rodzinie zespół, który będzie tej rodzinie służył, będzie jej oddany i będzie mógł wejść w sposób zindywidualizowany i spersonalizowany, dostosowany do każdego małżeństwa i każdej rodziny. Przyjść z pomocą, z radą i jednocześnie wskazywać drogi wyjścia i drogi rozwoju rodziny. Stąd też będziemy powtarzać sobie słowa św. Pawła, który tak mówi, niech to będzie życzeniem końcowym: „Niech Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania! Powołania do małżeństwa i do rodziny”. Amen.
Nasz Dziennik, 1 listopada 2014

Autor: mj