Kat bez adwokata
Treść
Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik
Prokuratura Rejonowa w Braniewie umorzyła śledztwo dotyczące „znieważenia pomnika generała Armii Czerwonej Iwana Daniłowicza Czerniachowskiego” w Pieniężnie.
„W związku z tym, iż na obecnym etapie wyczerpano możliwości wykrywcze, postanowiono niniejsze postępowanie umorzyć wobec niewykrycia sprawców” – czytamy w uzasadnieniu do decyzji prokuratury. Choć postanowienie zostało wydane, prokuratura zaznacza, że w przypadku pojawienia się informacji umożliwiającej wykrycie sprawcy dochodzenie może zostać wznowione. W postanowieniu podano też pewne informacje o wynikach śledztwa. „Ustalono, że sprawca(y) na pomniku nakreślił przy użyciu farby napisy: ’Precz z komuną’ i ’Mordercy’, znieważając w ten sposób to miejsce. Nadto dokonał zniszczenia dwóch tablic pamiątkowych poprzez ich rozbicie”.
Z informacji o przebiegu dochodzenia, które na zlecenie prokuratury prowadziła Powiatowa Komenda Policji w Braniewie, dowiadujemy się, że „przeprowadzono szereg czynności, które nie doprowadziły do wykrycia sprawcy tego czynu”. Wymienia się wśród nich m.in. „przesłuchanie szeregu świadków”. To właśnie te czynności policji wzbudziły najwięcej pytań. Chodzi o przesłuchanie wszystkich 15 radnych miejskich Pieniężna. Pytania kierowane do nich dotyczyły głównie okoliczności, w jakich rada miasta na początku bieżącego roku przyjęła uchwałę wyrażającą wolę usunięcia pomnika Czerniachowskiego. Radni musieli się tłumaczyć, z czyjej inicjatywy ta uchwała została wprowadzona do porządku obrad. Policja poprosiła również o przesłanie protokołu z sesji, podczas której podjęta została uchwała.
Prokuratura przyznaje, że nie tylko nie udało się ustalić sprawców, ale również „nie ustalono organu właściwego do reprezentowania praw pokrzywdzonego w niniejszej sprawie, nie zdołano także ustalić wartości zniszczonych płyt oraz, co za tym idzie, przyjąć właściwego wniosku w zakresie zniszczonego mienia”. Braniewska prokuratura skierowała pytanie do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa jako instytucji sprawującej opiekę nad miejscami pamięci, czy czuje się pokrzywdzona dewastacją pomnika w Pieniężnie i czy chce reprezentować prawa pokrzywdzonego w tej sprawie. Rada jednoznacznie odpowiedziała, że nie jest stroną pokrzywdzoną w tej sprawie.
Zaraz po pojawieniu się napisów na pomniku z podobnym pytaniem śledczy zwrócili się do władz gminy Pieniężno jako do jego właściciela. – Udzieliłem stanowczej odpowiedzi, że gmina nie czuje się stroną pokrzywdzoną w tej sprawie – podkreśla burmistrz Kazimierz Kiejdo. – W kontekście umorzenia dochodzenia przez prokuraturę zastanawia mnie, dlaczego było ono wszczęte, skoro gmina, do której należy pomnik gen. Czerniachowskiego, wyjaśniła prokuraturze, że nie uważa się za stronę poszkodowaną – dodaje nasz rozmówca. Przypomnijmy, że dochodzenie dotyczyło wydarzeń z 4 maja br. pod pomnikiem sowieckiego generała. Miała tam wówczas przybyć grupa kilkuset motocyklistów z Rosji. W nocy z 3 na 4 maja nieznani sprawcy namalowali farbą krytyczne napisy oraz znak Polski Walczącej. Na polecenie wojewody warmińsko-mazurskiego z samego rana 4 maja napisy zostały usunięte. Motocykliści i tak zrezygnowali z wizyty w Pieniężnie, a braniewska prokuratura wszczęła śledztwo z urzędu.
Generał Armii Czerwonej Iwan Daniłowicz Czerniachowski zwany jest przez polskich historyków „katem wileńskiej Armii Krajowej”. Był odpowiedzialny m.in. za likwidację jej oddziałów na Wileńszczyźnie. Sowieci aresztowali wówczas około 8 tys. żołnierzy AK. Większość z nich wysłano na Sybir, skąd niewielu wróciło żywych. Trybem realizacji uchwały rady Pieniężna dotyczącej usunięcia pomnika zajmuje się Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W najnowszym wniosku zaproponowano Rosji przeniesienie monumentu na jej teren. Z tą pisemną propozycją, uznaną za „najlepszą”, zwrócił się dr hab. Andrzej Kunert, sekretarz generalny ROPWiM, do ambasadora Federacji Rosyjskiej Aleksandra Aleksiejewa. Wniosek ten został przez stronę rosyjską odrzucony. Rada opracowuje strategię kolejnych działań w celu realizacji uchwały.
Adam BiałousNasz Dziennik, 30 lipca 2014
Autor: mj