Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kamienie wrogości

Treść

Pełna gama manipulacji. Nic o problemach regionów i wspólnot lokalnych. W to miejsce obrońcy krzyża i polskiej historii przedstawieni jako odrażające postacie. Taki jest spot Platformy Obywatelskiej kilkanaście dni przed wyborami samorządowymi.

To sprawdzona metoda na zdobywanie wyborczych punktów. Otworzyła drzwi do Sejmu antycywilizacyjnej grupie Palikota. Dlatego PR-owscy cynicy konsekwentnie rozwijają „narrację” (kłamliwą napaść!) z krzyżem w tle. Nie ucichły jeszcze przecież komentarze po usunięciu krzyża z Giewontu w innym spocie spod ręki ministra z PO. Nieodpowiedzialne zagrywki żądnych władzy ludzi bez poglądów nie pozostają jednak bez skutków. Znajdują twórczych kontynuatorów wśród prymitywnego marginesu karmiącego się nienawiścią do Kościoła. Politycy, rzucając kamienie wrogości, stają się odpowiedzialni za lawinę antyklerykalnej nagonki w mediach. Szczególną odpowiedzialność bierze na siebie premier jako narrator spotu. Ewa Kopacz zamyka urzędowe drzwi, aby odciąć się od wybierania dobra i odrzucania zła. To nic nowego. Zamknęła je w obliczu dramatu młodej matki „Agaty” i jej dziecka jako minister zdrowia. Zamknęła je także za wyrzuconym z pracy wybitnym ginekologiem prof. Bogdanem Chazanem (wzywając: „odłóżmy na bok sumienie”). Poprzednie nihilistyczne wezwania polityka Platformy nie pozostawały bez związku z krzywdą konkretnych ludzi. Obecny spot wyborczy wyjątkowo szeroko, a więc wyjątkowo niesprawiedliwie, wyznacza chłopców do bicia. Są nimi wszyscy, którzy – według słów premier Kopacz – „zajmują się bzdurami”. Skoro bzdurą są pytania o kwalifikacje moralne polityków, bzdurą – narodowa historia, jej bohaterowie i ich zdrajcy, bzdurą – wolność religijna i chrześcijańskie symbole, to godni napiętnowania są ci, którzy stale o nich przypominają: duszpasterze, wychowawcy, starsze pokolenie. Chłopcami do bicia są także ci samorządowcy, którzy nie utracili moralnej wrażliwości. Można nawet odnieść wrażenie, że ten spot to zemsta za samorządowe uchwały w sprawie Telewizji Trwam, odreagowanie przegranej władzy z Narodem w tej sprawie.

Pani premier chce rzekomo, żeby samorządowcy rozwiązywali nasze problemy. Wzorce, które niesie Polsce lokalnej, znamy zza innych zamkniętych drzwi – drzwi restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Tam nie było moralizowania, lecz „…i kamieni kupa”. Czy takiej zmiany rzeczywiście potrzebują Polacy?

Radosław Brzózka
Autor kieruje wydziałem edukacji w powiecie świdnickim. Współpracuje z Instytutem Edukacji Narodowej.
Nasz Dziennik, 5 listopada 2014

Autor: mj