Falstart ratusza
Treść
Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik
Z mec. Jerzym Kwaśniewskim, pełnomocnikiem prof. Bogdana Chazana, dyrektora Specjalistycznego Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie, rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska
Panie Mecenasie, ratusz twierdzi, że Pana klient nie ma prawa do odwołania się od decyzji rozwiązania umowy o pracę.
– Postępowanie kontrolne jeszcze się nie zakończyło. Ratusz przedstawił dokument, który jest projektem wystąpienia pokontrolnego. Po doręczeniu go szpitalowi, co nastąpiło pół godziny po zakończeniu konferencji prasowej, szpital ma 7 dni na złożenie uwag i zastrzeżeń. Oczywiście dyrektorem szpitala uprawnionym do tego jest prof. Chazan. Dopiero po złożeniu tych uwag i zastrzeżeń miasto będzie miało czas na ich rozpatrzenie i sporządzenie ostatecznego wystąpienia pokontrolnego. I dopiero wówczas wnioski tam zawarte będą mogły być potencjalnie podstawą do decyzji personalnych pani prezydent Gronkiewicz-Waltz. Z tego punktu widzenia, jeżeli ratusz, mówiąc, że prof. Chazan nie ma prawa do odwołania się, miał na myśli odwołanie się od treści protokołu, to rzeczywiście jako osoba fizyczna prof. Chazan nie może odwoływać się od treści protokołu, jako dyrektor szpitala może złożyć do niego uwagi i zastrzeżenia.
Zapowiadając odwołanie się od decyzji prezydent Warszawy, mieliśmy oczywiście na myśli dalszą perspektywę, bo jeżeli pani prezydent rozwiąże umowę o pracę z prof. Chazanem, to od tego rozwiązania prof. Chazan jak każdy inny pracownik w Polsce ma możliwość odwołania się do właściwego sądu pracy. Jeżeli prezydent Warszawy zdecyduje się dyscyplinarnie zwolnić prof. Bogdana Chazana, wskazując jako przyczyny zwolnienia wnioski z protokołu, odwołanie się do sądu pracy będzie ułatwione. Protokół jest bowiem pełen braków, wad i nieścisłości. Tak wygląda kuchnia proceduralna.
Dlaczego ratusz nadał taki tytuł swej informacji, nie wiem. Już w pierwszych zdaniach tekst ogłoszenia potwierdza przecież, że prof. Bogdan Chazan ma prawo odwołać się do sądu pracy. Podejrzewam, że to próba wprowadzenia niepotrzebnego zamieszania w sprawie.
Główny zarzut jest taki, że Szpital im. Świętej Rodziny nie wywiązał się z obowiązku wskazania innego podmiotu, który abortuje dziecko.
– Jak wynika z treści protokołu kontroli, pacjentka już 27 marca otrzymała od dr. Macieja Gawlaka prowadzącego ciążę w Szpitalu Św. Rodziny informację o możliwości poddania się aborcji. Dopiero po przeszło dwóch tygodniach pacjentka zażądała dokonania aborcji. 14 kwietnia zwróciła się z taką prośbą do prof. Chazana, który dotychczas konsultował medycznie jej przypadek. Dlaczego zwróciła się właśnie do prof. Chazana, tego nie wiemy. Być może miała do niego większe zaufanie. Nie chcę doszukiwać się tutaj próby zrobienia z tego awantury medialnej, ale wiadomo, że prof. Chazan nie podejmuje się tego typu procedur medycznych i jest człowiekiem, który broni życia na każdym jego etapie. Profesor odmówił wykonania aborcji. 15 kwietnia przygotował pisemną odpowiedź dla pacjentki, którą pacjentka odebrała dopiero dzień później. Tego samego dnia spotkała się ze swoim lekarzem prowadzącym, dr. Maciejem Gawlakiem, który wypisał skierowanie na konsultację aborcyjną w Szpitalu Bielańskim. Zrobił to bez konsultacji z prof. Chazanem. Pacjentka odbyła konsultację 18 kwietnia, jednak w Szpitalu Bielańskim również odmówiono wykonania aborcji, stwierdzając, że jest już na to zbyt późno.
Podsumowując, trzeba powiedzieć, że w Szpitalu im. Świętej Rodziny zażądano aborcji 14 kwietnia, a już 18 kwietnia pacjentka odbywała konsultację aborcyjną w innym ośrodku medycznym. Jak można w takiej sytuacji formułować wnioski, że szpital nie wykonał swoich obowiązków ustawowych, nie wiem. Co nie zmienia faktu, że oczywiście prof. Bogdan Chazan kwestionuje niekonstytucyjny obowiązek wskazywania przez lekarza korzystającego z klauzuli sumienia innej placówki, gdzie aborcję można wykonać. Tak się składa, że lekarz prowadzący tych wątpliwości konstytucyjnych nie powziął i bez dalszych konsultacji z prof. Chazanem skierował pacjentkę do Szpitala Bielańskiego.
Kolejny zarzut to niepotrzebny, zbyt długi proces diagnostyczny.
– Miasto już co prawda stwierdza, że diagnostyka była niezależna od Szpitala im. Świętej Rodziny, bo była prowadzona m. in. w Instytucie Matki i Dziecka, ale zarazem miasto nie przeprowadziło tam kontroli. Nie wiemy zatem, co tam się stało, dlaczego pacjentka leżała tam aż sześć dni, a przecież badania miała wykonane jednego dnia. Jaka była tam sytuacja, czy tam też pacjentka prosiła o aborcję, czy jej odmówiono, jeżeli tak, to dlaczego. Nie mamy tych informacji, bo ratusz za bardzo się spieszył z kontrolą.
Dodatkowo należy pamiętać, że diagnostyka dziecka nienarodzonego prowadzona jest nie w kierunku aborcyjnym i każdy rozsądny lekarz powinien to wiedzieć. Dopóki pacjent żyje, należy go diagnozować, nawet jeśli jest śmiertelnie chory, dlatego że diagnostyka może pomóc np. w uśmierzaniu bólu. Bez względu na to, czy mogą zachodzić przesłanki aborcyjne, dopóki matka nie podejmie decyzji o zabiciu nienarodzonego dziecka, to lekarz ma obowiązek to dziecko diagnozować. W tym przypadku już w marcu kobiecie powiedziano, że ma takie prawo, ona takiej decyzji nie podjęła, więc lekarze ze Szpitala im. Świętej Rodziny dalej prowadzili diagnostykę i zlecili ją dalej szpitalowi o III stopniu referencyjnym, czyli IMiD.
Ratusz wytyka też bałagan w dokumentach szpitalnych.
– Ratusz, mówiąc o bałaganie i brakach w dokumentach, mija się z prawdą. Dokumenty istnieją, a wiele z nich jest opisanych w protokołach trzech poprzednich kontroli. Albo zatem kontrolerzy miasta byli niezbyt dokładni, albo też przykładali do dokumentów inną miarę niż kontrole poprzednie. Niewykluczone też, że poprzednie – prowadzone jednocześnie – kontrole wprowadziły bałagan w dokumentację.
Co ciekawe, wszystkie kontrole wytykają braki dokumentacyjne w zakresie badań, które nie były wykonywane w Szpitalu im. Świętej Rodziny. Pacjentka najpierw była poddana procedurom związanym z zapłodnieniem in vitro w Klinice „Novum”, następnie w gabinecie ADAD, dopiero potem trafiła do Szpitala im. Świętej Rodziny. Czyli wszystkie dokumenty, które zostały wytworzone wcześniej, znajdują się w Klinice „Novum” i w gabinecie ADAD. Dokumenty, które przyniosła ze sobą pacjentka do Szpitala im. Świętej Rodziny, są do dyspozycji, ale nie ma w przepisach żadnego trybu obiegu dokumentów między niezależnymi od siebie ośrodkami. Podobnie była diagnozowana w Instytucie Matki i Dziecka i tam jej dokumentacja medyczna się znajduje. W związku z czym zarzuty o braki w dokumentacji medycznej w Szpitalu im. Świętej Rodziny są całkowicie nieokreślone.
Złamano prawo poprzez umieszczenie dokumentu pokontrolnego na stronie internetowej urzędu miasta?
– To jest niezwykle złożona sprawa. Od samego początku prof. Chazan jest w niezwykle trudnej sytuacji. Jest atakowany przez pacjentkę, która ujawnia szczegóły leczenia siebie i dziecka, jest atakowany przez lekarzy, którzy nie czują się skrępowani tajemnicą lekarską, jak prof. Romuald Dębski, który w szczegółach opowiadał o bardzo przykrych szczegółach medycznych dotyczących żyjącego wówczas jego małego pacjenta. Ja bym sobie nie życzył, aby lekarz, który mnie leczy, opowiadał w mediach o mnie i mówił, że w moim stanie lepiej mnie wcześniej zabić. Natomiast prof. Chazan w żadnej mierze nie zdecydował się na ujawnienie tajemnicy lekarskiej i od samego początku był w ten sposób pozbawiony prawa do obrony. Nie mógł się przeciwstawić nieprawdziwym faktom przedstawianym przez drugą stronę i przedstawić prawdziwych faktów wynikających z dokumentacji medycznych tego przypadku. Dlatego też prof. Chazan tak długo czekał ze swoją reakcją, ponieważ dopiero ujawnienie tych informacji w domenie publicznej umożliwia mu mówienie o tych faktach bez narażenia się na zarzut złamania tajemnicy lekarskiej. Rozważamy kwestie tego, w jaki sposób ci lekarze powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności, oczekujemy też wsparcia ze strony lekarzy, którzy byliby zbulwersowani tymi przypadkami. Lekarze, którzy nie widzą uzasadnienia do ujawniania tajemnicy lekarskiej, powinni złożyć zawiadomienie do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej w tej sprawie.
Czy szpital ustosunkował się już do raportów pokontrolnych Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia?
– Tak. W czwartek zastrzeżenia i uwagi zostały wysłane pocztą do Ministerstwa Zdrowia i do NFZ. Czwartkowe oświadczenie Instytutu Ordo Iuris stanowi podsumowanie tych zarzutów w takim zakresie, w jakim można to zrobić bez łamania tajemnicy lekarskiej. My nie będziemy publikować uwag i zarzutów, bo one wskazują na różne szczegółowe okoliczności związane z procesem leczenia matki i dziecka. W przeciwieństwie do strony rzekomo ujmującej się za matką my naprawdę chcemy uszanować dobra osobiste jej i jej dziecka.
Opinię publiczną zbulwersowało nałożenie na szpital drakońskiej kary finansowej.
– Przede wszystkim ta kara nie została jeszcze skutecznie nałożona, ponieważ postępowanie kontrolne również nie jest doprowadzone do końca. Dopiero w czwartek odesłaliśmy uwagi i zastrzeżenia do wstępnego dokumentu pokontrolnego NFZ. Dopiero teraz NFZ będzie mógł się zastanowić nad swoimi racjami po przeanalizowaniu racji przedstawionych przez Szpital im. Świętej Rodziny. Bo NFZ określił karę za niewskazanie pacjentce alternatywnego miejsca, gdzie będzie mogła dokonać aborcji. Po pierwsze, w świetle konstytucyjnych gwarancji wolności sumienia obowiązek taki nie leży w gestii lekarza. Po drugie, w tym akurat przypadku ten wymóg został spełniony przez dr. Gawlaka, który skierował pacjentkę do Szpitala Bielańskiego. NFZ działał pochopnie, nie zbadał dokładnie okoliczności sprawy. Nie można powiedzieć, żeby doszło do naruszenia praw pacjenta.
Wiadomo, kiedy prof. Chazan zostanie przesłuchany w prokuraturze?
– Nie. Nic nie wiemy. Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie, a nie przeciwko osobie. W tej sprawie trudno dopatrywać się jakiegokolwiek zagrożenia życia lub zdrowia matki. Bo postępowanie toczyłoby się w tym kierunku. Fakt, że kobieta donosi ciążę, nie jest zagrożeniem dla jej życia i zdrowia. Fakt, że kobieta jest w ciąży, a jej dziecko jest chore, nie jest przestępstwem ze strony lekarza. Trudno mi powiedzieć, w jakim kierunku prokuratura prowadzi tę sprawę.
Jak to, co się dzieje się wokół prof. Chazana, wpływa na innych lekarzy którzy podpisali Deklarację Wiary?
– Profesor Chazan jako wybitny i dobrze znany lekarz stał się symbolem lekarza działającego w zgodzie z prawym sumieniem i przez to stał się celem skoordynowanego ataku władzy. Po tym, co się dzieje teraz wokół prof. Chazana, po tej nagonce, którą zapoczątkowały i prowadzą organy władzy, myślę, że lekarze poczują się zastraszeni. Nie każdy lekarz ma taką pozycję zawodową i naukową oraz tak ogromne doświadczenie jak prof. Chazan. Większość lekarzy, którzy podpisali Deklarację Wiary, to zwykli lekarze pracujący na etatach w szpitalach i przychodniach. Dla nich fakt, że wyznają zasady katolickie i kierują się nimi przy wykonywaniu swojego zawodu, jest wyzwaniem każdego dnia. Każdego dnia spotykają się z ostracyzmem społecznym w swoim środowisku, każdego dnia muszą walczyć, aby w sposób otwarty mówić, że antykoncepcja jest zła i szkodliwa dla kobiet, każdego dnia walczą, aby nie zabijać dzieci nawet w majestacie prawa.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Borańska-ChmielewskaNasz Dziennik, 12 lipca 2014
Autor: mj