Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Elity w układzie zamkniętym

Treść

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rzeczywistość polityczna, jaka od siedmiu lat panuje w Polsce, nie jest fenomenem naszej Ojczyzny. Już w latach 50. XX wieku została zdiagnozowana analogiczna sytuacja przez wybitnego socjologa amerykańskiego Charlesa Wrighta Millsa, który w swoim dziele „Elita władzy” przeprowadza błyskotliwą diagnozę systemu władzy w USA. Polska jest dopiero rozwijającą się demokracją, ze swoimi sukcesami, ale i pasmami nieszczęść i błędów, które muszą zostać naprawione, wymaga to jednak czasu i wymiany elit politycznych. Na naszych oczach rozgrywa się podobny dramat polityczny, tak doskonale scharakteryzowany przez twórcę „Wyobraźni socjologicznej”.

Elita władzy (the elite power) zajmująca decydujące pozycje kierownicze celuje w aktywności nazywanej „posiadaniem”. Posiada wiele, chce posiadać jak najwięcej pieniędzy, prestiżu, władzy. To sprawia, że może bezkarnie i ostentacyjnie demonstrować swoje posiadanie wewnątrz własnego układu, ale i na zewnątrz tego układu. Niekiedy konsumpcja na pokaz w ramach klasy próżniaczej (leisure class) – to pojęcie wprowadzone z kolei przez wybitnego obserwatora życia społecznego, socjologa norweskiego Thorsteina Veblena – staje się niewygodna, bo na światło dzienne wypłynie za dużo faktów, na przykład obżarstwo i pijaństwo za tysiące złotych, hulaszcza konsumpcja barbarzyńców przy drogim winie i ogonach wołowych. Przez siedem długich lat elita władzy opanowała do perfekcji propagandową frazeologię, posługując się nią na co dzień, także wtedy, gdy jej przedstawicielom wydaje się, że są sami i nikt ich nie podsłuchuje.

Sami swoi

Dzięki centralizacji środków informacji oraz władzy istnieją jednostki, które osiągają swój status umożliwiający im spoglądanie w dół na całe społeczeństwo, status dla zwykłych ludzi, niemających wpływu na bieg „wielkich wydarzeń”, całkowicie niedostępny. Nie są to osoby, które zaszły tak wysoko za sprawą własnej wytężonej pracy czy dzięki korzystaniu z talentów osobistych. Co gorsza, nie rządzą one same, ale za pomocą błyskotliwych doradców, ekspertów od public relations, rzeczników, dziennikarzy, publicystów, biznesmenów, agentów różnych służb i grup interesu, wreszcie manipulatorów opinią publiczną.

Obok nich do władzy, w sposób nieoficjalny, zapraszane są tak zwane sławy i znakomitości szeroko pojmowanego show-biznesu, które, jak stwierdza Mills, wprawdzie nie zajmują żadnych kluczowych stanowisk w hierarchii władzy, ale „potrafią odwracać uwagę opinii publicznej, karmić masy sensacjami czy też wprost zyskiwać sobie posłuch wśród ludzi znajdujących się bezpośrednio u władzy. Spełniając rolę sędziów moralności i techników władzy, rzeczników Boga i twórców nastrojów mas, owe mniej czy więcej niezależne sławy oraz doradcy występują na pierwszym planie sceny, na której rozgrywa się dramat z elitą w roli głównej. Sam dramat skupia się jednak wokół decydujących stanowisk kierowniczych głównych hierarchicznych instytucji”.

Po dymisji premiera Donalda Tuska w Platformie Obywatelskiej na pierwszy rzut oka nastąpiła luka, wakat, który został szybko zalepiony osobą Ewy Kopacz, bo dopływ do intratnych stanowisk, pieniędzy i władzy musi trwać i być zachowany, aby nie zakłócać dobrobytu klasy rządzącej (de facto osób przypadkowych, naturszczyków politycznych, ale powiązanych ze sobą nieformalnymi znajomościami w sferze polityki, biznesu, służb specjalnych i mediów). Ewa Kopacz przy tym jest świetnym przykładem, że zdobywający władzę nie osiągają jej za sprawą swoich osobliwych i wyjątkowych cech osobistych czy talentów. To mit, który współczesna demokracja masowa rozbiła w pył. Dziś zdolności, talenty są sprawą drugorzędną. Przede wszystkim liczą się znajomości, układy towarzyskie, oparcie w mainstreamowych mediach, korporacjach i w biznesie. W ramach „paczki” czy nakładających się na siebie klik dochodzi do wymiany elit, ale w ramach układu zamkniętego. Do klasy zwanej elitą władzy jest się przyjmowanym albo nie. To między nimi dochodzi do wymienialności stanowisk, krążą wokół swoich hierarchii wartości, jakimi są pieniądz, stanowiska, sława i prestiż.

Powyższe streszczenie kilku głównych tez Millsa nie wymaga nawet wymieniania całej masy nazwisk decydentów PO (nazwijmy ich „Nowakami”) czy jej zaplecza medialno-biznesowego, aby widzieć jak na dłoni, do jakiej patologii politycznej doprowadziły rządy koalicji PO – PSL. Te wszystkie osoby reprezentujące koła wyższe, jak pisze Mills (mając na myśli oficjeli swoich czasów), gdyby zostały pozbawione stanowisk, stałyby się kompletnie bezradne. Byłyby gromadką bezbronnych chłopców i dziewczynek zanurzonych we mgle, ponieważ tylko instytucje i powiązane z nimi stanowiska są ich mocą. Bez propagandy usłużnych mediów byłyby bezsilne i wyzbyte sławy. „Albowiem władza nie tkwi w samym człowieku, bogactwo zaś – w osobie bogacza, sława nie jest rzeczą wrodzoną dla żadnej osobowości jako takiej. Aby być sławnym, bogatym i mieć władzę – trzeba mieć dostęp do głównych instytucji, gdyż od stanowisk, jakie się w nich zajmuje, w znacznej mierze zależą szanse posiadania i utrzymania tych cennych atrybutów”. Dla ekipy PO – PSL tylko to się liczy, dlatego tak zażarcie walczy o przetrwanie i próbuje ugrać jak najwięcej w czasie nieobecności swojego lidera, który, jak się już jednak przekonaliśmy, gdy tylko układ zamknięty zacznie niedomagać, wychyla się nagle z niebytu brukselskiego, aby wspomóc czy wręcz ratować swoją paczkę. Lojalność i nić przyjaźni nie jest wiodącym bodźcem do udzielania pierwszej pomocy ferajnie, ale brutalna i bezwzględna pragmatyka, której źródłem jest wola przeżycia i zachowania władzy. Za wszelką cenę.

Elity władzy w Polsce doszły zaś do takiego poziomu, że czując się wyjątkowo bezkarne, zaczynają atakować wartości i najistotniejsze dla Narodu symbole. Warto jednak pamiętać, że przykładów na upadek tych, którzy zrzucali krzyże z wież i dachów kościołów, jest w historii ludzkości sporo, a upadek ten był zawsze bolesny.

Dr Tomasz M. Korczyński
Nasz Dziennik, 12 listopada 2014

Autor: mj