Dyktatura relatywizmu
Treść
Zdjęcie: arch./ -
Wypowiedź minister edukacji narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej na temat „neutralności światopoglądowej” polskich szkół wpisuje się w kontekst intensywnej wojny ideologicznej toczonej we współczesnej Polsce.
Środowiska nowej lewicy za wszelką cenę chcą opanować rząd dusz w naszej Ojczyźnie, wywołując raz za razem nowe konflikty ideologiczne. Najbardziej łakomym kąskiem jest dla nich młodzież. Stąd np. obecność na Przystanku Woodstock księdza Lemańskiego, który zamiast głosić Ewangelię wśród zbuntowanej młodzieży, zajął się atakowaniem biskupów, pokazując zagubionym młodym ludziom wizję buntu wobec hierarchii kościelnej. Na tym choćby przykładzie doskonale widać, jaką rolę w kształtowaniu charakterów młodych osób odgrywa Jerzy Owsiak. Niektórzy twierdzą, że chodzi mu tylko o pomaganie dzieciom. Tymczasem zasadnicza część „formacyjna” jego akcji odbywa się właśnie na Przystanku Woodstock. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, jaki sens miało zaproszenie księdza Lemańskiego na to „formacyjne” spotkanie? Odpowiedź może być tylko jedna: Owsiak jest świetnym narzędziem do ideologizacji młodego pokolenia, posługując się doskonałym „zmiękczaczem” w postaci działalności charytatywnej.
Zatem kręgi nowej lewicy, widząc jednoznaczną postawę Episkopatu w sprawie gender, tzw. klauzuli sumienia, miejsca religii w polskim systemie edukacyjnym, nie przebierają w środkach, pragnąc tylko rozpętać, gdzie się da, nowe ogniska wojny ideologicznej. Im dalej od śmierci Jana Pawła II, z tym większą śmiałością środowiska postmodernistyczne zmierzają do ateizacji życia społecznego. „Neutralność światopoglądowa”, o której mówi minister edukacji, to wszak nic innego, jak dyktatura relatywizmu. Kto bowiem powiedział, że owa neutralność (często wyrażająca się pewną formą ateizmu) ma być obowiązująca? Taka postawa od strony intelektualnej jest sprzeczna wewnętrznie – wszak narzucanie w sferze publicznej relatywizmu jest pewnym, bardzo specyficznym poglądem na świat, który uważa się za wszechobowiązujący. Zatem ten, który narzuca „neutralność światopoglądową”, wyraża pewien pogląd na świat i „neutralny” nie jest. Oczywiście owo narzucanie postmodernistycznej ideologii dzieje się w kontekście bardzo specyficznej interpretacji polskiego prawa, dodajmy, interpretacji daleko wybiegającej poza istotną treść funkcjonującego ustawodawstwa.
Można sobie zadać pytanie, na czym niby miałaby polegać owa światopoglądowa neutralność w szkole, w której grubo ponad dziewięćdziesiąt procent uczniów uczęszcza na lekcje religii. W większości szkół rok szkolny zaczyna się i kończy Mszą Świętą, w której uczestniczą tak uczniowie, jak i dyrekcja, i nauczyciele. Nie inaczej jest w czasie rekolekcji parafialnych. Widzimy zatem, że szkoła nie jest światopoglądowo neutralna, ale adekwatna do tego, jaki światopogląd i jaką religię wyznają dzieci i rodzice polscy. Czym zatem miałaby być ta nowa szkoła? Najprawdopodobniej instytucją wyzutą z wszelkich treści, o których pisałem powyżej. Bo przecież nie chodzi o respektowanie wolności wyznania czy poglądów politycznych – wszak wszystko to gwarantowane jest na poziomie Konstytucji.
Oczywiście wychowania nie sposób oddzielić od kwestii religijnych. Wszak religia stanowi ostateczny zwornik kulturowy, daje pełne uzasadnienie dla ludzkiej moralności (ludzkiego życia). Jeśli zatem szkoła ma wychowywać, jeśli ma być organicznie związana z rodzinami, to musi również respektować kwestie religijne.
Wydaje się być zatem poza dyskusją fakt, że czeka nas w niedługim czasie nowa wojna ideologiczna, wojna o szkołę. Lewicowa metoda wyszukiwania kontrowersji i budowania ofensywy propagandowej na bazie różnych wyrwanych z kontekstu przykładów jest stara i sprawdzona. To na gruncie takich akcji medialno-propagandowych wprowadzono w wielu krajach zachodnich aborcję, a dzisiaj narzuca się ideologię gender. Jeśli również szkoła polska jest przygotowywana do eksperymentu pt. „gender”, należy najpierw spacyfikować te środowiska, które z powodów religijnych będą się tej ideologii sprzeciwiać. Do takiego grona z pewnością należą katecheci i nauczyciele silnie przywiązani do wiary katolickiej. Dzisiaj zatem Joanna Kluzik-Rostkowska swoimi deklaracjami czyni pierwsze kroki, by oswajać polską opinię publiczną z dyktaturą relatywizmu (neutralności światopoglądowej) w polskiej oświacie.
Nie ulega wątpliwości, że takich potyczek i bitew przyjdzie nam stoczyć wiele. Rządząca Platforma Obywatelska słabnie coraz bardziej w sondażach i coraz częściej i mocniej starać się będzie o wsparcie lewicowych mediów i lewicowego elektoratu. A za tym muszą iść rozwiązania charakterystyczne dla zachodniej Europy. Na Zachodzie zaś tzw. aborcja na życzenie w publicznych szpitalach, genderowe wychowanie seksualne w publicznej oświacie to norma.
Mimo tych wielkich zagrożeń widać coraz większe światło nadziei. Kurczy się bowiem przestrzeń niejasności ideowej w polskiej przestrzeni publicznej. Nasi duszpasterze już nie tak łatwo dadzą się nabrać na proste pułapki w stylu akcji charytatywnej i wychowawczej Owsiaka czy promowania rzekomej pobożności prezydent Warszawy, która wyrzuciła z pracy profesora Bogdana Chazana. Jednoznaczne zaś stanowisko Kościoła w kwestii najważniejszych konfliktów ideologicznych daje możliwość zwarcia szeregów wśród katolików w celu jasnego opowiedzenia się za prawdą.
prof. Mieczysław RybaNasz Dziennik, 8 sierpnia 2014
Autor: mj