Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Deal z Grabarczykiem

Treść

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ewa Kopacz ma nadzieję, że utrzyma przywództwo w Platformie Obywatelskiej także po wyborach parlamentarnych w 2015 r., i to bez względu na ich wynik. Dlatego zabiega o sojusz z tzw. spółdzielnią, wpływową grupą działaczy PO, którym przewodzi minister sprawiedliwości.

Konwencja samorządowa PO w Warszawie. Ewa Kopacz, już jako premier rządu, wygłasza główne przemówienie do delegatów partii. Jest ono poprawne, ale nic poza tym. Żadnych fajerwerków, które by porwały działaczy, przez lata przyzwyczajonych do kwiecistych mów Donalda Tuska. Nic więc dziwnego, że zamiast aplauzu było słychać tylko przytłumione, niemrawe oklaski. A na podstawie rozmów z uczestnikami konwencji można łatwo wysnuć wniosek, że na razie dla wielu z nich Ewa Kopacz nie stała się jeszcze przywódcą PO, choć została namaszczona przez Tuska. – Premier Kopacz bardzo źle zaczęła. Ta farsa podczas prezentacji ministrów na Politechnice Warszawskiej cały czas się za nią ciągnie. I wielu z nas traktuje ją tylko jako przejściowego szefa Platformy – mówi „Naszemu Dziennikowi” jeden z mazowieckich posłów Platformy.

Dodaję, że to właśnie natychmiast po tej prezentacji zaczęły się pojawiać wśród parlamentarzystów Platformy sugestie, że Ewa Kopacz będzie tylko przejściowym premierem, że za kilka miesięcy, zwłaszcza jeśli PO przegra wybory samorządowe, może ją zastąpić wicepremier Tomasz Siemoniak. Na szczęście dla siebie samej Kopacz dobrze wypadła podczas exposé, więc głosów krytyki jest mniej. Z drugiej strony, stała się obiektem kpin i docinek po wizycie w Berlinie z powodu dziwnego zachowania podczas ceremonii powitania. Czyli kolejny blamaż.

Nie ma odcięcia

Początki Ewy Kopacz na stanowisku premiera są więc średnie i nic dziwnego, że jej pozycja w partii nie jest mocna. Kopacz może być pewna tego, że w listopadzie zostanie pełniącą obowiązki przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, gdy rezygnację złoży Tusk. I na razie na tym polega jej siła, na „błogosławieństwie” byłego premiera. Dlatego tylko propagandową sztuczką jest rzekome odcięcie się Kopacz od Tuska. Politolog Rafał Chwedoruk oceniał, że to było potrzebne wyłącznie po to, aby wykreować Ewę Kopacz na niezależnego, samodzielnego polityka. To samo mówią posłowie i senatorowie PO dobrze znający relacje wewnątrz partii. – Nie wiem tylko, czy to polityczne „odcinanie pępowiny” to był jeszcze pomysł Igora Ostachowicza [były specjalista od wizerunku Tuska – przyp. red.], czy też już Michała Kamińskiego lub kogoś innego z otoczenia Ewy Kopacz – mówi nam senator Platformy. – Zabieg się udał, bo wiele osób w to uwierzyło i dlatego na początku nowa premier ma w sumie dobre notowania wśród wyborców – dodaje.

Nasi rozmówcy wskazują, że Kopacz nie mogła odciąć się od Donalda Tuska, nawet gdyby chciała, gdyż jej pozycja w PO opiera się tylko na autorytecie przyszłego szefa Rady Europejskiej. Jednak już niezbyt długo ten autorytet będzie miał znaczenie, więc Kopacz musi ten czas wykorzystać na wzmocnienie swojej pozycji w PO. Inaczej jej partyjna kariera szybko się zakończy.

Razem z Grabarczykiem?

Wybory nowego szefa Platformy odbędą się albo pod koniec 2015 r., albo na początku 2016 roku. I drugi raz swojego przewodniczącego będą wybierać wszyscy członkowie partii. Gdyby głosowanie odbyło się teraz, szanse Kopacz byłyby niewielkie, bo nie ma ona mocnego oparcia w strukturach terenowych. W tej chwili głównymi pretendentami do fotela przewodniczącego wydają się minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk i szef MSZ Grzegorz Schetyna. Niektórzy politycy mówią też, że o ten fotel powalczy za rok marszałek Sejmu Radosław Sikorski. Małgorzata Kidawa-Błońska, minister w kancelarii premiera, jest przekonana, że jeśli PO wygra teraz wybory samorządowe i za rok parlamentarne, to nikt nie będzie w stanie pokonać w takim głosowaniu Ewy Kopacz.

Premier zdaje jednak sobie sprawę, że liczenie na sukces w wyborach może okazać się niewystarczające, więc stara się budować sojusze. Może być w zasadzie pewna tego, że po jej stronie stanie wpływowa w PO prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Obie panie od dawna ze sobą współpracują, razem walczyły choćby z Grzegorzem Schetyną, który o mało co z powodu ich intryg nie wyleciał z Platformy. Kopacz może też liczyć na wsparcie innych kobiet z władz krajowych PO i struktur regionalnych czy powiatowych. To jednak i tak nie wystarczy.

Przykładem tego, że Kopacz potrzebuje szabel i stara się kaptować nowych sojuszników, jest też sprawa posła Sławomira Nowaka. Jeszcze niedawno wielu wdziało go na politycznym katafalku, a teraz Nowak zaczyna ożywać. Już nie mówi o rezygnacji z mandatu posła i porzuceniu polityki. – Odzyskałem zaufanie wyborców – przekonuje Nowak. Bronią go też koledzy. Iwona Śledzińska-Katarasińska twierdzi otwarcie, że „w klubie PO nie ma nastroju, by wyrzucać Nowaka”. Były minister infrastruktury nie na oczywiście szans na to, aby odzyskać utraconą pozycję w partii, ale ma jeszcze spore wpływy w Platformie i stronnicy Ewy Kopacz liczą, że będzie sprzymierzeńcem szefowej rządu. Sama Kopacz też wykonuje wobec Nowaka przyjazne gesty, choćby takie, że niektórzy jego ludzie wrócili bądź mają wrócić na rządowe stanowiska.

Kluczowe jednak będzie dla Kopacz pozyskanie którejś z najważniejszych frakcji. Schetyna odpada, bo zbyt wiele ich dzieli i minister liczy na srogi polityczny rewanż za kilka lat upokorzeń, także ze strony obecnej premier. Pozostaje Cezary Grabarczyk. I nie można wykluczyć, że „spółdzielnia” udzieli poparcia Ewie Kopacz w zamian za większe wpływy w rządzie, instytucjach państwowych, co oznacza oczywiście obsadę wielu wysokich stanowisk. I na razie ten scenariusz się sprawdza. – Popieram panią premier – zadeklarował niedawno Grabarczyk. Ale poseł PO mówi nam, że to nic nieznacząca obietnica, deklaracja lojalności, która nie zamyka za nim żadnych drzwi. – To ewentualne porozumienie jeszcze długo się będzie ucierało. Zobaczymy, jaka będzie sytuacja za rok. Wtedy może się okazać, że Grabarczyk zatopi Kopacz, bo sam wystartuje na szefa Platformy – mówi nasz rozmówca. Na razie alians jest konstruowany, o czym świadczą choćby nieoficjalne informacje, że po wyjeździe Pawła Grasia razem z Tuskiem do Brukseli zastąpi go na stanowisku sekretarza generalnego PO minister sportu Andrzej Biernat, chyba najbliższy współpracownik Grabarczyka. A funkcja ta w przeszłości wywindowała przecież samego Schetynę i dała mu ogromne wpływy w partyjnym aparacie.

Sojusznicy Schetyny

Grzegorz Schetyna też nie zasypia gruszek w popiele i stara się odnowić dawne kontakty i odzyskać wpływy. Ma ułatwione zadanie, bo wielu jego dawnych stronników, którzy z powodu obaw o swoje mandaty poselskie czy inne stanowiska odcięli się swego czasu od niego, teraz wraca. Poza tym, jak relacjonuje nam poseł z frakcji Schetyny, minister spraw zagranicznych ma nadzieję, że przeciągnie na swoją stronę tzw. konserwatystów. To co prawda niezbyt liczna grupa w PO, ale ze sporymi wpływami. Konserwatyści, za których lidera uważany jest Marek Biernacki, były minister sprawiedliwości, weszli w konflikt z Grabarczykiem, po tym jak zwolnił i dodatku obcesowo potraktował wiceministra Michała Królikowskiego. – Niektórzy konserwatyści do tej pory byli w „spółdzielni”. Ale po tym, co zrobił Grabarczyk, mogą zmienić front – ma nadzieję poseł PO. Dodaje też, że szeregi spółdzielni mogą stopnieć, jeśli będzie się rozwijać sprawa posła Zbigniewa Rynasiewicza, szefa PO na Podkarpaciu. Poseł nie ma co prawda postawionych żadnych zarzutów, ale jednak został już zamieszany w aferę korupcyjną. I nikt nie wie, jak ta sprawa jeszcze się rozwinie. Schetyna ma też nadzieję, że zyska poparcie marszałka Sikorskiego. Na to samo liczą jednak także Kopacz z Grabarczykiem. A niewykluczone, że Sikorski sam wystartuje w wyborach na szefa PO, zwłaszcza jeśli konkurenci okażą się osłabieni pracą w rządzie.

I dlatego też jedyne, co tak naprawdę martwi „schetynowców”, to kwestia, czy ich mentor poradzi sobie na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Jeśli nie, jeśli się skompromituje, nigdy nie zostanie przewodniczącym Platformy Obywatelskiej.

Krzysztof Losz
Nasz Dziennik, 13 października 2014

Autor: mj