Czym się karmisz, tym żyjesz
Treść
Zdjęcie: / -
Jak słusznie zauważył Eryk Mistewicz, żyjemy dzisiaj w „świecie skróconej perspektywy”. To sytuacja trudna dla chrześcijan, bo krótka perspektywa staje w opozycji do perspektywy, którą mają ludzie wierzący – wieczności. Krótka perspektywa jest pokusą, ale rodzi oderwane od siebie zdarzenia, decyzje, słowa. W tej perspektywie liczy się czas, skuteczność, natychmiastowy efekt. Tak działają media. Żywotność newsa jest krótka, za chwilę pojawia się kolejny, by przykryć poprzedni. Ludzie zapominają, dostają nowe igrzyska, nowe zabawki.
Świat skróconej perspektywy próbuje uprowadzić myślenie. Błyskawiczność okrada odbiorców z namysłu koniecznego do podejmowania roztropnych decyzji, do kojarzenia faktów, do wyciągania wniosków. Wnioski wyciągną medialni interpretatorzy, a odbiorca ma je przyjąć za swoje.
Skutki kłamstwa
Niedawno podczas audycji jeden ze słuchaczy opowiadał, jak to starszej kobiecie zakładał telewizję cyfrową. Akurat w Telewizji Trwam emitowano „Rozmowy niedokończone”, których gościem był ks. prof. Tadeusz Guz. Słuchacz zaproponował, by chwilę posłuchali razem. Na co starsza kobieta zareagowała: „A on jest za Rydzykiem? Jeśli tak, to nie chcę go słuchać!”. Gdy mężczyzna stwierdził – robiąc pewne doświadczenie: „Nie. On jest przeciw Rydzykowi. To największy wróg Rydzyka”, kobieta zgodziła się oglądać. Prosty eksperyment dowiódł, że kobieta nie potrafiła już myśleć samodzielnie, uprowadzono jej myślenie.
Inny przykład. Swego czasu, gdy w Toruniu zaczynaliśmy wiercenia geotermalne, jeden z ogólnopolskich dzienników w swej lokalnej mutacji pisał, że Toruniowi grozi zalanie – ojciec Rydzyk wierci. Niemała część mieszkańców Torunia przejęła się wizją katastrofy. W następnym tygodniu ten sam dziennik pisał o pustyni i braku wody. Dwie oczywiście sprzeczne ze sobą informacje. Ludzie o uprowadzonym myśleniu nie mają zdolności porównawczej, zatracili umiejętność wyciągania wniosków, falsyfikowania informacji nieprawdziwych. Powtarzają to, co akurat usłyszą. Przy czym obie informacje były nieprawdziwe: Toruniowi nie groziło zalanie, a o. Rydzyk dowiercił się do wody, która jest w ziemi. Mają rację Ojcowie Kościoła, którzy przekazują nam prostą receptę: „Czym się karmisz, tym żyjesz”. Karmisz się plotką – stajesz się plotkarzem, karmisz się kłamstwem – stajesz się kłamcą, karmisz się brudem – stajesz się brudny. Takie są konsekwencje.
Przeciwko Bogu i człowiekowi
Bez prawdy tymczasem nie ma wolności. Ten, który jest Prawdą, wyswobadza nas ku wolności. Widzimy to wyraźnie w sakramencie pokuty i pojednania, gdy przychodzimy uwikłani, zasupłani, a Prawda nas oswobadza, oczyszcza, tzn. odtruwa nasz organizm z toksyn i proponuje wartościową strawę i co ważne – odrzucenie dotychczasowego jedzenia. Bo „czym się karmisz, tym żyjesz”.
Ósme przykazanie mówi: „Nie będziesz dawał fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Fałszywe świadectwo może mieć różną postać. Oczywistym zaprzeczeniem prawdy jest kłamstwo – polega ono na mówieniu nieprawdy z intencją oszukania. Pan Jezus przypomina, że kłamstwo jest dziełem diabła: „Wy macie diabła za ojca […] prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44). Chrystus jest Słowem, jest Prawdą. Dlatego kłamstwo jest profanacją słowa, profanacją prawdy, jest przeciwko Bogu i jest antyludzkie. Słowo ma za zadanie komunikować innym poznaną prawdę, ogniskować wokół. W communicare zawarta jest intencja communion. Komunikowanie z istoty służy budowaniu opartemu na prawdzie. Komunikowanie nie polega na rozbijaniu, na atomizowaniu, na krótkiej perspektywie – bo tworzy relację. Nie da się nawiązać relacji z kłamcą. Podobnie Adam i Ewa, wchodząc w relację z demonem, popełnili śmiertelny błąd. Nie dyskutuje się z kłamcą, nie szuka kompromisu – to modne dzisiaj słowo, obszarów porozumienia. Kompromisem z kłamstwem jest tzw. półprawda, czyli całe kłamstwo. Zauważmy – wejście w relację z kłamcą zrywa relację z Prawdą.
List św. Jakuba Apostoła zawiera znamienne stwierdzenie, że „z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo” (Jk 3,10). A więc odniesienie do ludzkiego słowa – wypowiadanego osobiście lub zwielokrotnionego przy użyciu środków społecznego przekazu. Media są z natury „martwymi narzędziami” – to, czy będą służyć celom, dla których zostały nam dane, zależy w wielkiej mierze od mądrości i poczucia odpowiedzialności, z jakimi będziemy je wykorzystywać. By z wielu ust występujących w mediach osób wychodziło błogosławieństwo, muszą one kierować się „moralną wizją i etyczną odpowiedzialnością”. Jan Paweł II podkreśla, że „informacja nigdy nie jest neutralna, że zawsze, przynajmniej implicite i intencjonalnie, odpowiada zasadniczym wyborom. […] Zręczne podkreślenia, uwypuklenia, jak również dawkowane milczenie mają w przekazie ogromne znaczenie. Formy i sposoby, w jakich przedstawiane są wydarzenia i problemy, […] pośrednio lub wprost wpływają na kształtowanie opinii publicznej i na formowanie sposobu myślenia pokojowego lub nastawionego na rozwiązania przy pomocy siły”. Jakie zatem jest podstawowe kryterium zasadniczego wyboru, który później ma wpływ na informację w stadium jej powstawania, przekazywania i odbioru? Kryterium to Papież określa jako „obowiązki wobec prawdy, wobec odbiorców i wobec wspólnego dobra społeczeństwa”.
Kreatorzy mitów
Media w nowoczesnym rozumieniu tego słowa mają być strażnikami i gwarantami wolności obywatelskiej i społecznej. Wolność to hasło, którym media chętnie się posługują i na które jeszcze chętniej się powołują.
Jan Paweł II w orędziu z 2003 r., napisanym w czterdziestą rocznicę publikacji encykliki „Pacem in terris”, wskazuje, że „środki przekazu służą wolności poprzez służbę prawdzie; ograniczają one korzystanie z wolności, jeśli oddalają się od prawdy, rozpowszechniając kłamstwa albo pobudzając niezdrowe emocjonalne reakcje na wydarzenia. Ludzie mogą budować wspólne dobro i rozliczać władze publiczne z ich działalności jedynie wówczas, gdy posiadają swobodny dostęp do prawdziwych i wyczerpujących informacji”. Prawda jest wartością bezcenną na areopagu mediów, jest kryterium wyboru, jest warunkiem wolności.
Media czy to publiczne, czy prywatne są z natury instytucjami dobra publicznego i temu dobru winny służyć – „nie są jedynie domeną prywatnych interesów ekonomicznych ani narzędziem władzy i propagandy w rękach elit społecznych, gospodarczych i politycznych: istnieją po to, by służyć dobru społeczeństwa jako całości”. A to oznacza, że media nie są narzędziami w służbie ideologii, korzyści grupowych, nie są również akwizytorami, których zadaniem jest zachęcanie, przekonywanie i sprzedawanie. Choć zdarza się, że „środki społecznego przekazu traktują ludzi wyłącznie jako konsumentów lub jako rywalizujące ze sobą grupy interesów, albo też manipulują telewidzami, czytelnikami i słuchaczami jak martwymi liczbami, spodziewając się po nich określonych korzyści – poparcia politycznego czy też zwiększonej sprzedaży jakiś towarów”. Jan Paweł II stwierdza wprost, iż takie praktyki niszczą wspólnotę, zamiast ubogacać, izolują i wykorzystują.
Co jest kryterium funkcjonowania mediów komercyjnych? Oczywiście ZYSK. Tak jak sklep chce mieć zysk, szef chce mieć zysk, tak i właściciel mediów komercyjnych chce mieć zyski. Różnica jest tylko w towarze, towarem czy usługą jest tutaj informacja połączona z rozrywką. Często potrzeba zysku wyrasta poza prawdę i moralność. Jeśli nie kłamstwo wprost – to pochopne sądy, obmowy (kto bez obiektywnie ważnej przyczyny ujawnia wady i błędy drugiego człowieka osobom, które o tym nie wiedzą), oszczerstwa (kto przez wypowiedzi sprzeczne z prawdą szkodzi dobremu imieniu innych i daje okazję do fałszywych sądów na ich temat). Przypominam, ile oszczerstw padało i pada pod adresem dyrektora Radia Maryja. I o co chodzi w tych oszczerstwach? Chodzi o to, by podważyć autorytet, by obrzydzić, by odebrać dobre imię, by zablokować relację. Przecież mit maybacha w głowach wielu ludzi żyje do dziś. To jest działanie celowe. Dlatego uważajmy, komu dajemy wiarę, bo są tacy, którzy próbują wyprowadzić na manowce i od razu podają nam swoje stworzone marketingowo autorytety, byśmy szli za nimi.
Fabryka kłamstw
Chciałbym przypomnieć postać śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie wchodzę w to, czy ktoś się utożsamiał z jego polityką czy nie. Ale obraz, który prezentowały media, był fałszywy. Przekonaliśmy się o tym tuż po katastrofie. Nagle na półkach znalazły się zdjęcia uśmiechniętego prezydenta, poprawianie przez żonę prezydenta krawata mężowi nie było interpretowane jako niezaradność i – krótko mówiąc – obciach, ale jako troska żony o męża. I ludzie to zobaczyli i przez chwilę byli wściekli na media, które do tej pory sączyły jad i dzieliły Naród. Ale media znów przejęły kontrolę nad umysłami ludzi.
Ludzie szybko zapomnieli, że część mediów i polityków przed 10 kwietnia kłamała, oczerniała, wydawała pochopne sądy, obmawiała. Zapomnieli i znów dali się zwieść. A ci, którzy kłamali przed 10 kwietnia, szybko ułożyli narrację, którą wsączali w umysły ludzi: o prezydencie, który kazał lądować za wszelką cenę w Smoleńsku, o pilotach samobójcach – niezgranych, niedoświadczonych nieukach, którzy nie rozróżniali wysokościomierzów, o dowódcy Sił Powietrznych gen. Błasiku, który przejął dowodzenie samolotem, który był pijany, który wywierał presję na załogę, który przejął stery. Ten reżimowy nurt to był jeden chór wyśpiewujący często kłamstwa, oszczerstwa, posługujący się obmową i pogardą, prawdę mający za nic. I nawet na tym kłamliwym śpiewie przybito pieczątki z orłem w koronie w imieniu Rzeczypospolitej. Honoru żołnierza polskiego musiała bronić wdowa po generale, a Polska przejęła wiele z narracji Rosjan i nie upomniała się o swoich obywateli. Polskę stać było tylko na piękny pogrzeb. To za mało. Polsce potrzebna jest prawda! Zwierzchnik Sił Zbrojnych nie upomniał się o honor dowódcy i żołnierza polskiego. Awans szybko otrzymali ci, których rola w przygotowaniu i zabezpieczeniu wizyty państwowej nie jest jasna. A gdy polski ksiądz – oficer – w kazaniu z okazji Święta Niepodległości Polski upomniał się o prawdę, został zrugany przez prezydenta. W oczach opinii publicznej wszystko ma być bowiem czekoladowe – nawet orzeł. Komuniści zjedli mu koronę, a współcześni władcy chcą zjeść orła z piórami. I pozamiatać…
Przypominam naszą walkę o obecność Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie. Jeżeli ktoś boi się jednego kazania wygłoszonego w narodowe Święto Niepodległości, to przecież nie pozwoli, by szeroko działała telewizja, w której tych kazań będzie wiele i w której nie będzie się ich cenzurować i dostosowywać do kryteriów poprawności politycznej. Nic dziwnego, że jest lęk przed Telewizją Trwam i Radiem Maryja. A to, że w walce tej wykorzystuje się kłamstwo – też nie dziwi. Ale również nie można się dziwić, że ludzie, którzy kochają prawdę, będą o nią walczyć. A czy można się dziwić, że kłamstwo bywa bezczelne? Nie, bo pycha kroczy przed upadkiem i demon, który kusił Syna Człowieczego, też był bezczelny. Tylko pro memoria: jeżeli w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji mówią, że nie liczy się podpisów, tylko koperty, bo nie ma ludzi i pieniędzy – to jest prawdziwa bezczelność. Chcą społeczeństwa obywatelskiego? – to je widzieli.
Kto się boi prawdy
Już Herod posługiwał się kłamstwem i podstępem, by od trzech mędrców dowiedzieć się, gdzie narodził się Jezus. Już to nowo narodzone Dziecko było dla niego zagrożeniem, zagrożeniem dla władzy politycznej. Bo prawda jest zawsze zagrożeniem dla władzy opartej na kłamstwie i przemocy, dla władzy, która dyskryminuje i wyklucza. Herod z lęku przed utratą władzy nie wahał się dokonać rzezi niewiniątek, bo władza bez wartości rychło zamienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm i deprawuje, czasem deprawuje absolutnie, gdy ma się wszystkie urzędy w państwie – jest to władza absolutna.
Taka władza boi się nie tylko kazania na Święto Niepodległości, boi się nie tylko katolickich mediów – boi się nawet namiotu na Krakowskim Przedmieściu, boi się zniczy pod Pałacem Namiestnikowskim, boi się tulipanów na krawężniku, boi się kelnerów, boi się pomnika, boi się mostu, boi się Imienia – władza oparta na kłamstwie i przemocy musi żyć w strachu – bo tylko ten, kto żyje w prawdzie – jest wolny. I boi się krzyża – nie tylko tego na Krakowskim Przedmieściu – mówi, że krzyż dzieli, a tymczasem krzyż osądza i krzyż wzywa do nawrócenia, krzyż jest symbolem prawdy i miłości aż do oddania życia. Dlatego rozumiem, że bywa w pewnych miejscach niewygodny – bo wzywa do nawrócenia. Dlatego znikają krzyże, bo do głosu dochodzą bałwochwalcy.
W wyborze mediów – źródeł pamiętajmy: „Czym się karmisz, tym żyjesz”. Toksyczne media skracają nam perspektywę, próbując zabrać czas namysłu, i uprowadzają nasze myślenie, a w konsekwencji nasze decyzje, naszą wolność
O. Dariusz Drążek CSsRNasz Dziennik, 12 lipca 2014
Autor: mj