Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Czy to DNA "Inki"?

Treść

Ekipa prof. Krzysztofa Szwagrzyka wznowi prace ziemne w przyszłym roku (FOT. M. BORAWSKI)
Prace na cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku potwierdziły, że w tym miejscu dokonywano tajnych pochówków ofiar represji komunistycznych

IPN zakończył właśnie pierwszy etap prac ekshumacyjnych na cmentarzu w Gdańsku. W ich wyniku udało się wydobyć kilkanaście szkieletów.

– W trakcie dotychczasowych działań udało się odnaleźć szczątki 15 ludzi, z których 13 to są pochówki więzienne – mówi prof. Krzysztof Szwagrzyk. Oznacza to, że odnaleziono miejsce tajnych pochówków ofiar represji komunistycznych z okresu stalinowskiego.

– Udało się z całą pewnością zidentyfikować pole pochówków z więzienia przy ul. Kurkowej w Gdańsku, być może także z innych aresztów i siedziby UB w Gdańsku – dodaje.

Dziury po kulach

Głównym celem badaczy było odnalezienie szczątków rozstrzelanych: Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i por. Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”. I rzeczywiście podczas prac natrafiono na takie szczątki, o których z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że mogą należeć do młodej sanitariuszki i jej towarzysza z wileńskiej Armii Krajowej. Ale to rozstrzygną dopiero badania genetyczne. – Mimo że wiele elementów pasuje, ja zawsze będę się starał studzić emocje i powiem: poczekajmy do czasu wykonania badań genetycznych – podkreśla prof. Szwagrzyk. Podaje jednak powody do optymizmu.

– W miejscu jednego z wykopów na głębokości około pół metra zostały ujawnione cztery pochówki, w jednej jamie grobowej były dwie trumny, z lewej bardzo młoda kobieta, z prawej mężczyzna. Antropologicznie, w oparciu o wzrost, stan uzębienia możemy powiedzieć , że oba szkielety bardzo pasują do danych, które posiadamy o „Ince” i o „Zagończyku” – mówi historyk.

Według badaczy, kobieta, której szczątki odnaleziono, w chwili śmierci miała około 20 lat, Siedzikówna zginęła w wieku niespełna 18 lat. W przypadku mężczyzny można mówić o wieku średnim, Selmanowicz miał 42 lata. Ponadto czaszki obu szkieletów zostały przestrzelone.

– W przypadku mężczyzny mamy też ogromne braki kości w obrębie klatki piersiowej, co może świadczyć o tym, że ten człowiek został np. rozstrzelany przez pluton egzekucyjny – wskazuje historyk.

– W Gdańsku w latach 40. i 50. stracono blisko dziesięć kobiet, ale wszystkie, poza „Inką”, to były Niemki, członkinie załogi obozu Stutthof, które zostały powieszone, a ciała przekazane do zakładu anatomii, a więc jedyną kobietą, którą zastrzelono w Gdańsku i pochowano na cmentarzu garnizonowym, była Danuta Siedzikówna „Inka” – dodaje prof. Szwagrzyk.

Szczątki z ranami postrzałowymi przejął gdański pion śledczy IPN, a pozostałe trafiły do prokuratury powszechnej. – Te, które miały ślady przestrzelenia, trafiły do naszej prokuratury, a pozostałe skierowano do prokuratury powszechnej – tłumaczy Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN.

– Współdziałamy z badaczami tam, gdzie jest uzasadnione podejrzenie, że popełniono przestępstwo, podejmujemy czynności – zapewnia prok. Maciej Szultz, naczelnik gdańskiego pionu śledczego IPN. – Już wcześniej prowadziliśmy czynności związane ze zbrodniami popełnionymi na szkodę pewnych osób, co do których istniało uzasadnione podejrzenie, że zostały pochowane na terenie tego cmentarza – dodaje.

To dopiero początek

Od strony formalnej to pion śledczy kieruje próbki, które zostały już pobrane ze szczątków, do badań genetycznych. – W przypadku tych osób, które będziemy typować, zlecimy identyfikację – mówi Szultz. Badania mają zostać przeprowadzone w Pomorskim Uniwersytecie Medycznym, gdzie funkcjonuje baza genetyczna ofiar zbrodni totalitaryzmów.

– Jeszcze nie mamy próbek – zaznacza genetyk Andrzej Ossowski. – W chwili, kiedy zostaną przywiezione, natychmiast będą skierowane do badań. Potrwają one od kilku tygodni do kilku miesięcy – podkreśla. W bazie jest materiał genetyczny o krewnych „Inki” i „Zagończyka”. Jednak pochodzi on od dalszej rodziny, co może stwarzać problemy przy identyfikacji.

Badacze podkreślają, że konieczna jest kontynuacja badań w Gdańsku.

– Po tym etapie wiemy już z całą pewnością, że te prace będą musiały być kontynuowane. Przewidujemy w roku następnym powrót do Gdańska i działanie przez okres około czterech tygodni, taka jest skala tych odkryć i obszar do przebadania – podkreśla prof. Szwagrzyk.

Do odnalezienia jest co najmniej kilkadziesiąt osób.

– Według danych, które posiadamy, w więzieniu w Gdańsku stracono 25 osób, zmarło ok. 150 i takiej liczby możemy się spodziewać. Musimy jednak pamiętać, że dzisiejsza kwatera więzienna ma nieco inny kształt niż ta z lat 40. Została ona zmniejszona o nasyp w związku z budową przebiegającej obok drogi. Dlatego nie wiem, ile szczątków uda się odnaleźć w przyszłym roku. Wiem jedno, że te działania absolutnie muszą być kontynuowane. Innymi metodami nie ma możliwości potwierdzenia, ile osób i w których miejscach się znajduje – mówi historyk.

Dodatkowo sprawę komplikują, podobnie jak na warszawskiej Łączce, współczesne pochówki.

– Na kwaterze nr 14 w roku 1995 r. rozpoczęto nowe pochówki, ale tu jest nieco inna sytuacja niż na Łączce, tutaj leżą bohaterowie: żołnierze AK, Szarych Szeregów, więźniowie UB, i nie cały obszar został zagospodarowany. Jest znaczny obszar, na którym możemy prowadzić prace ziemne – wskazuje prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Zenon Baranowski Gdańsk
Nasz Dziennik, 19 września 2014

Autor: mj